Konwenty Południowe - Konwenty Południowe
gits

Ghost in the Shell

JPF

Autor: Masamune Shirow
Wydawnictwo: J.P.Fantastica
Ilość tomów: 3
Cena okładkowa: 54,60, 35, 63 zł

„Ghost in the Shell” to klasyk. Wie o tym każdy, kto dłużej siedzi w tematyce mangi i anime. Jest to tytuł, z którym każdy powinien się zapoznać. W tym roku wyszła również jego hollywoodzka adaptacja, co do której wiele osób podchodziło jak pies do jeża. Jednak okazała się ona moim zdaniem dość przyzwoitym tworem, który dobrze utrzymał klimat anime z 1995 roku. Sama odtwórczyni głównej roli – Scarlett Johansson dość wiarygodnie oddała postać Motoko Kusanagi, a przedstawiony świat potrafił skutecznie przykuć uwagę. Mając styczność zarówno z wersją animowaną, jak i amerykańską byłem ciekaw, jak prezentuje się pierwowzór „Ghost in the Shell” stworzony przez Masamune Shirowa, czyli manga, która została wydana w 1989 roku w trzech częściach – 1, 1,5 i 2, a później wznowiona przez J.P. Fantastica.

Gdybym miał streścić mangową fabułę „Ghost in the Shell”, określiłbym ją jako opowieść o oddziale policji – Sektorze 9, który działa w mieście przyszłości, walcząc z cybernetycznym terroryzmem. Taki jest ich główny cel i często muszą zmagać się ze skorumpowanymi urzędnikami czy firmami, które działają w wyjątkowy sposób. W swojej pracy zmuszeni są do wykorzystywania swoich umiejętności w rozmaity sposób. Taka jest fabuła dwóch pierwszych tomów – 1 i 1,5, natomiast ostatni – 2 tom, skupia się wyłącznie na postaci Motoko Kusanagi. Ale zacznijmy od początku.

Tom 1 ,,Ghost in the Shell" to zdecydowanie część, która przeznaczona jest dla osób dorosłych. Autor nie waha się pokazać zmasakrowanych zwłok czy scen lesbijskiego seksu (swoją drogą, bardzo ciekawie rozwijany jest motyw współżycia seksualnego). Bardzo chwalę sobie autorów, którzy nie są ograniczani zewnętrznymi czynnikami, tylko przedstawiają wszystko tak, jak sobie obmyślili. Co się tyczy głównej postaci żeńskiej – Motoko, to różnice pomiędzy jej rysowaną wersją, a tymi, które mogłem zobaczyć na ekranie wyraźnie widać. W filmie anime z 1995 roku starano się upodobnić ją jak najbardziej do cyborga, jednocześnie umniejszając jej stronę emocjonalną. Tym samym tropem podążyli twórcy wersji amerykańskiej. Natomiast w mandze praktycznie niczym nie różni się od prawdziwego człowieka. Pełna jest różnych uczuć, potrafi rzucić rozbrajający tekst, a jej mimika czasami doprowadzała mnie do wybuchów śmiechu. Muszę przyznać, że taka Motoko jest chyba najlepsza. Oczywiście zrozumiałe jest, dlaczego twórcy filmu anime i wersji amerykańskiej postąpili inaczej – w końcu ciekawie jest obserwować, jak cyborg reaguje na różne niespodziewane sytuacje i jak się w nich zachowuje. Jednak nie sposób nie polubić mangowej Motoko i dużo frajdy sprawia jej interakcja z innymi bohaterami.

Ten tom uświadomił mi również, że „Ghost in the Shell” to manga najbardziej wymagająca pod względem ilości tekstu, z jaką kiedykolwiek miałem do czynienia. Wszelkiej maści przypisów jest tutaj od groma. Przebicie się przez ścianę dialogów i różnych dopisków to prawdziwe wyzwanie i może ono niektórym osobom sprawić duży kłopot. A to niestety może wywołać irytację. Jednak moim zdaniem historia w pełni wynagradza tę ścieżkę pełną trudności. W mandze pełno jest scen, których nie ujrzycie w innych wersjach tej opowieści. Z zaskoczeniem muszę przyznać, że niektóre poważne obrazy zmieniono na lżejszy wydźwięk – co niejednokrotnie wyglądało lepiej.

W tomie 1.5 „Ghost in the Shell” nie spotkacie Motoko. Ten wolumin skupia się wyłącznie na dokładniejszym wyjaśnieniu, na czym polega praca Sektora 9. Sam autor przyznał, że w pierwszym tomie nie miał okazji zbyt dokładnie go opisać. Jest to jednocześnie najkrótsza część, ale ma ona tę zaletę, że bardzo łatwo połapać się w tym, co się dzieje na jej kartach. Z racji, że bohaterów tego tytułu bardzo polubiłem, bardzo przyjemnie śledziło mi się ich poczynania. Nie ma tutaj jednej spójnej fabuły. Tom składa się z kilku historii, które pokazują sposoby pracy protagonistów w różnych, bardzo odmiennych od siebie sytuacjach. To bardzo dobra decyzja autora, bo dzięki temu „Ghost in the Shell” jest jeszcze bardziej kompletny i nie ma się poczucia niedosytu.

Tom oznaczony numerem 2 to dość ciekawy i osobliwy przypadek. Generalnie skupia się on na postaci Motoko, która jedynie w małej części przypomina swoją osobę z pierwszej części. Mimo że akcja tego woluminu rozgrywa się po 4 latach, to ma się wrażenie, że technologia świata „Ghost in the Shell” ewoluowała drastycznie. Bohaterka zajmuje się w tej części różnymi zleceniami, działając w bardzo zróżnicowany sposób. Jednak największa zmiana zaszła w sposobie rysowania. Czytając poprzednie tomy czuło się, że ma się w rękach starocie, natomiast tutaj pełno jest kolorowych stron, na których... wiele elementów stworzonych jest w stylu przypominającym 3D. Czyta się to bardzo dziwnie, jednak czasami dzięki takiemu zabiegowi łatwiej jest odnaleźć się w otoczeniu. Co się zaś tyczy fabuły, to jest ona tutaj naprawdę poważnie zagmatwana i jako zwykły czytelnik zrozumiałem z niej może połowę. Stało się to dlatego, że pełno jest tutaj terminów związanych z cybernetyką. Trudno określić, czy jest to tylko pseudonauka, czy może wszystkie dialogi mają idealny sens.

Motoko Kusanagi zmieniła się w tym tomie drastycznie i szczerze mówiąc, wolałem ją, gdy była „mniej skomplikowana”. Z drugiej strony, taka zmiana ma też swoje plusy – autor znacznie rozwinął pewne motywy i może to wrażenie, że technologia ukazana w tym tomie jest na zupełnie innym poziomie jest tak naprawdę błędne. Bo w poprzednich tomach być może nie miał wystarczającej ilości czasu, aby pokazać jak bardzo rozwinięty jest świat „Ghost in the Shell”.

Co się zaś tyczy edycji tej mangi, to muszę przyznać, że jestem trochę rozczarowany. O ile tłumaczenie jest naprawdę bez zarzutu, to jednak „japońskie krzaczki” nie są wyczyszczone, co kłuje w oczy. Tom oznaczony numerem 2 z kolei wydany jest najlepiej ze wszystkich – pod kątem jakości papieru. Mimo że czuć, iż wydanie jest nowe, to zdarzają się niewyczyszczone onomatopeje, a strony nie są ponumerowane, co dla mnie podczas czytania było dość uciążliwe. Tom ten nie ma również spisu treści.

Podsumowując, „Ghost in the Shell” to manga, która jest niesamowicie wymagająca. W pierwszym tomie czasami ciężko było mi się połapać, o co tak właściwie chodzi i uchwycić główny trzon historii. Tom oznaczony numerem 1,5 z kolei był bardzo przyjemny, ponieważ bardzo łatwo było zorientować się w sytuacji. Wolumin ostatni sprawi zdecydowanie najwięcej problemów. Bardzo ciekawy jest fakt (choć wpływa on na długość czytania), że autor odnosi się w swoich przypisach nie tylko do tego, co dzieje się na kartach jego dzieła, ale również wyraża swoją opinię na wiele tematów. Jeżeli nie jesteście fanami cyberpunku, to spokojnie możecie się obejść bez kupna tego tytułu. Jest to manga tylko i wyłącznie dla osób, które uwielbiają ten nurt, albo są fanami świata „Ghost in the Shell”. Cena pierwszego tomu wynosi 54,60 zł, 1.5 – 35 zł, a ostatniego 63 zł. Daje to łącznie dość sporą sumę, dlatego ich zakup należy dokładnie przemyśleć.

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.