Konwenty Południowe - Konwenty Południowe

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

dziecie bestii.jpg

Dziecię Bestii

waneko

Autor: Mamoru Hosoda, Renji Asai
Wydawnictwo: Waneko
Ilość tomów: 4
Cena okładkowa: 21,99 zł

Manga ta powstała na podstawie filmu animowanego o identycznym tytule. Jego reżyserem jest Mamoru Hosoda, znany m.in. z „Wilczych dzieci”. Film „Dziecię Bestii” uzyskał całkiem wysokie noty od krytyków. Zdobył również nagrodę Japan Academy Prize, przyznawaną dla najlepszej animacji roku. Słysząc tyle pochlebnych opinii na jego temat, koniecznie musiałam sięgnąć po mangę i przekonać się, czy będzie równie ciekawa.

Fabuła komiksu rozgrywa się w dwóch światach: ludzkim oraz w krainie bestii. Postacie zamieszkujące ten drugi wyglądają jak hybrydy człowieka i zwierzęcia. Mają własne miasta, sklepy, klasztory, a nawet bóstwa. Żyją w całkowitej separacji od świata ludzkiego. Przyczyną izolacji jest wiara w to, że ludzie, z powodu swojej słabości, mogą zostać pochłonięci przez ciemność, którą noszą w sercach i przerodzić się w potwory. Jednak pewnego dnia Kumatetsu, jeden z kandydatów na nowego przywódcę świata bestii, sprowadza do miasta swojego nowego ucznia – człowieka. Czy ten zaledwie siedmioletni chłopiec sprosta treningowi pod okiem prawdziwej bestii i pokona ciemność drzemiącą w swoim sercu?

Fabuła pierwszego tomu mangi jest trochę przewidywalna i dość oczywista. Autor skupia się w nim głownie na ukazaniu charakterów głównych bohaterów: Kumatetsu oraz jego ucznia Rena. Jako że jeden i drugi mają dość wybuchowe charaktery i są niemożliwie uparci, dochodzi między nimi do ciągłych kłótni. Natomiast drugi tom komiksu jest już dużo bardziej interesujący, bowiem jego akcja przeskakuje między dwoma światami, dzięki czemu historia zyskuje na atrakcyjności. Ren staje się nastolatkiem i zaczyna odczuwać pragnienie przebywania wśród ludzi i prowadzenia takiego życia, jak jego ludzcy rówieśnicy. Czytelnik chce sięgnąć po kolejne tomy, aby dowiedzieć się, czy chłopakowi uda się połączyć bycie wojownikiem w świecie bestii i normalnym nastolatkiem wśród ludzi.

Atrakcyjność mangi zwiększa również przedstawienie świata bestii oraz atmosfera, która w nim panuje. Nie ma w nim telefonów, samochodów, ogromnych wieżowców. Wojownicy noszą przy sobie miecze, a wszyscy mieszkańcy darzą ogromnym szacunkiem swojego arcymistrza. Pod tymi względami kraina ta przypomina trochę wioskę ninja z mangi „Naruto”.

Według mnie w mandze jest troszeczkę za mało wątków humorystycznych, które stanowiłyby miły dodatek do całej fabuły. W komiksie pojawia się co prawda postać uroczego, puszystego stworka, który staje się nieodłącznym towarzyszem Rena, i to chyba właśnie owe stworzonko miało za zadanie wprowadzić scenki humorystyczne, jednak potencjał tej postaci nie został w pełni wykorzystany. Przez większość czasu po prostu siedzi na ramieniu bohatera i biernie śledzi fabułę. Mam nadzieję, że w kolejnych komiksach odegra większą rolę.

W kwestiach technicznych nie mam nic do zarzucenia. Trzeba przyznać, że wydawnictwo Waneko zadbało zarówno o oprawę wizualną komiksu, jak i jakość przekładu. Na końcu każdego z tomików znajdują się podziękowania dla czytelników od rysowniczki i krótki opis wrażeń, jakich dostarcza jej możliwość tworzenia tego komiksu.

Manga idealnie nadaje się na przyjemną lekturę w ciągu dnia zarówno dla młodszych, jak i nieco starszych czytelników. Mam nadzieję, że komiks wykorzysta swój potencjał i kolejne tomy będą coraz ciekawsze i bardziej wciągające.

Odsłony: 24
kronika duchow

Kronika duchów

waneko

Autor: Natsumegu Seiju
Wydawnictwo: Waneko
Ilość tomów: 3
Cena okładkowa: 21,99 zł

Gdy bierzemy do ręki mangę początkującego autora, zawsze towarzyszy nam nadzieja, że zobaczymy coś świeżego, przełamującego schematy. „Kronika Duchów”, którą debiutowała w 2014 roku Natsumegu Seiju, nie może się tym pochwalić, a wręcz można nazwać ją nieco wtórną. Lecz czy muszę czynić z tego zarzut, skoro całość jest, jak na komiks o nieboszczykach, tak pełna życia?

Manga opowiada o przygodach początkującego egzorcysty Kouichiego Sukami, który wraz ze szkolnym klubem okultystycznym bada miejskie legendy o działalności sił nadprzyrodzonych. Jednak nadrzędnym celem chłopca jest odnalezienie porwanej przez mroczne bóstwo siostry, Hanaichi. W tym zadaniu może liczyć na pomoc bogini śmierci (shinigami), Chloe. Niestety, seksowna kostucha postawiła mu jeden warunek: zanim zdradzi, jaki los spotkał jego siostrę, wspólnie zapełnią należącą wcześniej do Hanaichi księgę, tytułową kronikę duchów.

„Kronika Duchów” ma w sobie to ,,coś”, co nie pozwala jej przepaść w licznym gronie podobnych mang. Nie jestem tylko pewien, czy jest to efekt przemyślanej pracy autorki, czy wręcz na odwrót – skutek oddania się fantazjom. Z początku trudno przewidzieć, w jaki nastrój będzie celowała mangaczka. Zaczyna się od silnego uderzenia. Bałem się nawet, że rosnąca długość fetyszystycznych bandaży owiniętych wokół ran bohaterów oraz kurczące się jakby z każdą stroną spódniczki doprowadzą do festiwalu kazirodczego seksu. Nic z tego! Faktem jednak jest, że każdemu rozdziałowi przyświecały trochę inne założenia. Historie       z pozoru niewinne zmieniają się w pełne krwi horrory, a ,,klasyczne” (autorka przyznaje, że nie bazuje tylko na zasłyszanych legendach) opowieści grozy posiadają wzruszające zakończenie. Przede wszystkim jednak nie brakuje tu, także niesmacznego, humoru sytuacyjnego.

Podobnym ,,składakiem” są bohaterowie, silnie inspirowani postaciami z innych mang czy gier wideo. Często miałem wrażenie, że gdzieś już podobne twarze i charaktery się przewijały. Znamienne jest też, że nawet nieobecna siostra Kouichiego ma duży wpływ na bieg wypadków, dzięki czemu bohaterowie nie tracą z oczu (także dosłownie!) prawdziwego celu swych działań. Autorka zostawiła sobie dzięki temu pole do nadania relacji między bohaterami pewnej niejednoznaczności, ale wszystko na razie wskazuje, że sympatie i antypatie rozbiją się o banalny motyw ,,przyjaźń wszystko zwycięży”. Po przeczytaniu pierwszego tomu żadna postać, z wyjątkiem pełnej tajemnic i lubiącej posługiwać się anglicyzmami shinigami Chloe, nie zapadła mi szczególnie w pamięć. Tym niemniej stanowią one całkiem sympatyczną gromadkę.

Oko czytelnika ucieszy być może oprawa graficzna. Nie mam tu na myśli tego, że jest ona pełna detali czy w jakiś sposób wyróżnia się kreską. Cechuje ją jednak mnogość lubianych przez fanów mangi i anime ,,fetyszy”. Oprócz wspomnianych już bandaży, seifuku o przykrótkich spódniczkach, napatrzymy się na baranie różki, układające się niczym kocie uszka wstążki, kokardki, nieśmiertelne (i noszone bez wyraźnej przyczyny) przepaski na oko, przebieranki chłopców za dziewczęta itp. Doprawiono to całkiem smaczną i niewulgarną erotyką.

Polskie wydanie mangi od Waneko to solidna robota. Nie dopatrzyłem się żadnych literówek, jedynie pewnych problemów może nastręczać czcionka, jaką drukowane są niektóre wypowiedzi postaci, podkreślające ich silne emocjonalne zabarwienie. Nie jest to błąd drukarski, po prostu odcyfrowuje się je z pewnym trudem.

Ocena końcowa jest dla mnie trochę zaskakująca. Choć pierwszy tom świadczy, że autorka wciąż jeszcze poszukuje swojego stylu i całość jest trochę niekonsekwentna, a przy tym nieco wtórna, to mangę czyta się szybko i z prawdziwą przyjemnością. Dzieje się tak dlatego, że nie brakuje tutaj zwrotów akcji, a bohaterowie nie traktują siebie ze (nomen omen) śmiertelną powagą. Jednak trochę inne rozłożenie proporcji elementów składających się na całość (np. ilości humoru, erotyki, horroru czy patosu) mogłoby uczynić komiks mniej przyjemnym w odbiorze. A ponieważ nie jestem fanem historii o duchach i urban legend, mogę stwierdzić, że ze względu na lekkie podejście do tematu manga powinna przypaść do gustu nie tylko fanom gatunku.

Odsłony: 53
tomie

Tomie

JPF

Autor: Junji Ito
Wydawnictwo: JPF
Ilość tomów: 2
Cena okładkowa: 44,99 zł

„Tomie” to jedno z pierwszych dzieł najlepszego twórcy mangowego horroru, czyli Junjiego Ito. Na początku powstało jako pojedyncza historia, a potem przekształciło się w cały zbiór opowieści, w których wspólnym elementem jest tytułowa bohaterka.
Wszystko zaczyna się w dniu, w którym pewna uczennica liceum zostaje brutalnie zamordowana i poćwiartowana w taki sposób, że nawet policja nie jest w stanie odnaleźć wszystkich fragmentów jej ciała. Niespodziewanie dziewczyna zjawia się następnego dnia w szkole cała i zdrowa. Okazuje się, że jej ciało regeneruje się z nawet najmniejszego skrawka organizmu, a jedynym sposobem na zatrzymanie tego procesu jest jego spalenie. Oprócz tego Tomie jest nieziemsko piękna – prawie każdy mężczyzna zakochuje się w niej bez pamięci, a uczucie staje się w końcu tak silne, że zmusza do mordowania i ćwiartowania.
Tomie to postać, która na początku wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Niby było mi jej trochę żal, ale wtedy pokazywała, że ma charakterek. I to nie byle jaki! Później mnie denerwowała, aż w końcu chyba się do niej przyzwyczaiłam. Dziewczyna często udaje miłą, ale tak naprawdę jest zadufana w sobie, zależy jej tylko na jak największej liczbie adoratorów i krytykuje wszystkich za to, że nie są tak piękni jak ona.
Mogłoby się wydawać, że ten powtarzający się przez dwa tomy wątek w końcu nam się znudzi, ale nic bardziej mylnego. Większość historii jest ze sobą zupełnie niezwiązana, a motywy, które się w nich przewijają, są za każdym razem inne. Obserwujemy też różnych bohaterów – głównie uczniów, ale także dorosłych, osoby starsze czy małe dzieci. Okoliczności pojawienia się i zniknięcia Tomie również za każdym razem się różnią.
Kiedy wiemy już, że nawet najmniejsza cząsteczka Tomie – kosmyk włosów czy chociażby fiolka z jej DNA – mogą być dla nas zgubne, zaczynamy zastanawiać się, jak skończy się ciąg takich historii. Junji Ito zrobił to tak, jak prawie zawsze robi – pozostawił otwarte zakończenie, które pozwala nam samodzielnie zinterpretować. Nie przepadam za rozwiązaniami tego typu, ale przy historii takiej jak ta wydaje się być wręcz idealne.
Wszystkie dzieła Junjiego Ito ukazują się w wersji polskiej dzięki wydawnictwu J.P.Fantastica i tak było również tym razem. Na końcu pierwszego tomiku znajdziemy kilka słów od autora, z których dowiedziemy się więcej na temat historii i powstawania „Tomie”, między innymi to, że mangaka tworzył ją przez 25 lat. Możemy również przeczytać wywiad z Masahiko Hiratą, który odpowiadał za produkcję aktorskiej ekranizacji mangi.
„Tomie” to wciągający zbiór historii grozy, które łączą w sobie wiele znanych nam z horrorów motywów, które niezmiennie cieszą czytelnika. Dla fanów Ito to gratka, w której mogą dostrzec, jak zmieniał się jego styl rysowania i prowadzenia historii. Te dwa tomiki zawierają jedne z lepszych opowiadań, jakie znajdziemy na polskim rynku wydawniczym, więc z czystym sumieniem mogę je polecić każdemu miłośnikowi horrorów.

Odsłony: 155
remina gwiazda piekiel

Remina - Gwiazda piekieł

JPF

Autor: Junji Ito
Wydawnictwo: JPF
Ilość tomów: 1
Cena okładkowa: 33,99 zł

Przenieśmy się na chwilę w niedaleką przyszłość, w której ludzie podróżują już latającymi samochodami i mieszkają w cudacznych drapaczach chmur. Profesor Ooguro otrzymał Nagrodę Nobla za znalezienie tunelu czasoprzestrzennego. Z owego tunelu wyłania się ciało niebieskie, które na cześć jego córki otrzymuje imię Remina. Sama nastolatka szybko staje się uwielbianą przez wszystkich idolką. Nagle okazuje się też, że owa planeta unicestwia wszystkie ciała niebieskie, jakie staną jej na drodze, i w zastraszającym tempie zbliża się do Układu Słonecznego. Świat ogarnia panika, a ludzie za wszelką cenę chcą dopaść ziemską Reminę. Wraz z garstką zaufanych przyjaciół dziewczyna ucieka dosłownie przez cały świat.
„Remina - Gwiazda Piekieł” to historia grozy, w której początkowo największe zagrożenie stwarza zbliżające się do Ziemi w zastraszającym tempie ciało niebieskie. Z racji tego, że znajduje się ono bardzo blisko, zaczyna oddziaływać na grawitację, przez co na naszej planecie dochodzi do wielu katastrof i anomalii. Okazuje się jednak, że dla nastoletniej Reminy groźniejsi mogą okazać się ludzie. W obliczu zbliżającej się zagłady tracą zmysły i podążają za grupą fanatyków, którzy gotowi są złożyć dziewczynę w rytualnej ofierze, aby uniknąć zniszczenia Ziemi.
Bardzo szybko historia zamienia się w spiralę absurdu, której nawet nie powinniśmy próbować zrozumieć. Sama postać Reminy nie jest interesująca w żadnym aspekcie – to zwykła, cicha i podobno ładna nastolatka. W pewnym momencie staje się praktycznie kukłą, którą noszą inni bohaterowie, a o jej życiu decydują bieżące wydarzenia. Niemniej jednak „Remina” była bardzo przyjemną lekturą.
W tomiku znajduje się również druga, o wiele krótsza opowieść, która intryguje samą stroną tytułową. „Miliardy szwów” to historia serii zabójstw, w których ginęły całe grupy ludzi, a ofiary były zszywane ze swoimi towarzyszami za pomocą żyłki wędkarskiej. W sam środek tych wydarzeń wpada Michio, który od lat nie opuszczał domu, ale za namową swojej przyjaciółki zaczął wychodzić do ludzi. Po tym, co go spotkało, pewnie wolałby nigdy jej nie posłuchać.
Krótkie opowieści to specjalność Ito, wychodzą mu o wiele lepiej niż te dłuższe. Doskonale to widać, gdy porównuje się dwie historie zawarte w tym tomiku. Oczywiście „Remina” jest bardzo dobra, ale o wiele lepiej prezentują się „Miliardy szwów” – krótka, zwarta opowieść i świetnie narysowane postacie z zachowaniem wszelkich proporcji, co zapewne było sporym wyzwaniem, gdy weźmie się pod uwagę treść tej opowieści. Obecnie na polskim rynku jest kilka tytułów stworzonych przez Ito, które bardziej zasługują na uwagę, jeśli jednak jesteście fanami psychozy i absurdu, to jest to jak najbardziej tomik dla Was.

Odsłony: 188
cross regalia

Cross x Regalia

waneko

Autor: Sanda Makoto, Nariie Shinichirou
Wydawnictwo: Waneko
Ilość tomów: 1
Cena okładkowa: 27,99 zł

Hasero Inumi jest licealistą, który oprócz szkolnych obowiązków na co dzień wykonuje także odpowiedzialną pracę. Sam siebie nazywa „ochroniarzem za tysiąc jenów” i za tak małą kwotę jest w stanie przyjąć każde zlecenie. Podejmuje się nawet ochrony tajemniczej, nietypowej dziewczyny, którą jest Nata. Ich spotkanie następuje w dość anormalnych okolicznościach – otóż chłopak znajduje Natę w bocznej uliczce w pobliżu kilkunastu martwych osób.

Tytuł charakteryzuje się dość często wykorzystywanym motywem przyjaźni między dwoma nieznającymi się wcześniej osobami, jednakże potrafi momentami przyjemnie zaskoczyć. Fabuła kręci się wokół Naty, która posiada wyjątkowe zdolności – jest wampirem pochłaniającym energię życiową ki, a w dodatku dzierży niebezpieczną siłę. Za dziewczyną rusza pościg, wrogowie za wszelką ceną chcą przejąć jej moc. Zwykły chłopak zostaje wciągnięty w konflikt między groźnymi kisen. Czy Hasero będzie w stanie obronić Natę i przeciwstawić się napastnikom?

Na obwolucie tomu widzimy Inumiego z Natą stojących na podłodze w stylu szachownicy. Tytuł „Cross x Regalia” został ciekawie zaprojektowany w odcieniach gradientu różowo-białego. Ilustracje są piękne i stanowią główną zaletę tytułu. Dynamiczne sceny walk oraz dobrze narysowane postacie natychmiast przyciągają wzrok, szczególnie te kobiece, które mają podkreślone odpowiednie krągłości oraz „przypadkiem” zaakcentowaną bieliznę. W końcu manga jest skierowana do nastoletnich chłopców, którzy mogą się identyfikować z głównym bohaterem i uratować niewinna niewiastę w skąpym ubraniu. Na szczęście czytelnicy, którzy nie są zwolennikami takich „smaczków”, nie będą zbytnio obciążeni owymi ujęciami, ponieważ nie są one nachalnie ukazywane. A im dalej brniemy w historię, tym bardziej skupiamy się na zawrotach akcji związanych z nutą dramaturgii.

Na końcu tomu znajdują się podziękowania od autora ilustracji oraz autora powieści, na podstawie której powstała manga. Jak się okazuje, cały tom obejmuje zakres fabuły pierwszego z ośmiu egzemplarzy light novels, więc jest to taki przedsmak zachęcający do sięgnięcia po kolejne tomy powieści. Tuż obok znajduje się strona „zarysowana” przez Narie Shinichirou z wyrazami wdzięczności. Podsumowując, „Cross x Regalia” to zwykły, szablonowy tytuł, który szybko się czyta i raczej nie zapadnie na dłużej w pamięć.

Odsłony: 171
milosne

Miłosne cierpienia umarłych

JPF

Autor: Junji Ito
Wydawnictwo: JPF
Ilość tomów: 1
Cena okładkowa: 43,00 zł

„Miłosne cierpienia umarłych” to tytuł, który od razu „kupił” mnie okładką, a przy okazji jeszcze tym, że to dzieło Junjiego Ito. Całość dzieli się na pięć historii. Pierwsza, a za zarazem tytułowa jest z nich wszystkich najdłuższa. Nazumi to specyficzne miasto – często pojawiają się tam mgły tak gęste, że ledwie cokolwiek widać. Mieszkańcy tego miasteczka od lat wierzą, że jeśli stanie się na rogu ulicy i poprosi o przepowiednię pierwszą przechodzącą osobę, jej wróżba się spełni.

Ryuusuke jako dziecko mieszkał w Nazumi i teraz, gdy jest już nastolatkiem, wraca do tego miasta oraz wszystkich koszmarnych wspomnień z nim związanych. Z początku wydaje się, że nic się nie zmieniło –wszechobecna mgła i ludzie wróżący sobie na ulicach. Później okazuje się jednak, że wraz z przyjazdem Ryuusuke zjawia się także tajemniczy „przystojniak ze skrzyżowania”, którego wróżby, mimo że bywają tragiczne, to przyciągają tłumy nastolatek.

Ta historia nie jest może najwybitniejszym dziełem Ito, ale muszę przyznać, że jest bardzo dobrze napisana i sprawia, że chcemy czytać więcej. To, co najbardziej mi się podoba, to przemiany bohaterów – od powolnej zmiany charakteru, której na początku wcale nie widać, po zupełną zmianę wyglądu zewnętrznego. Moim zdaniem największym minusem jest zakończenie, które popsuło cały nastrój tej opowieści, niemniej jednak całość bardzo przypadła mi do gustu.

Druga z kolei opowieść to dwurozdziałowa historia groteskowego rodzeństwa Hikizurich, którzy mieszkają sami w ogromnej posiadłości. Króluje tutaj czarny humor – zarówno w wyglądzie, jak i zachowaniu postaci. Czarna komedia nie jest łatwa do napisania, ale moim zdaniem Ito spisał się celująco. Nic nie jest zrobione na siłę, humor nie jest nachalny, znajduje bardziej w tle niż w samym centrum opowieści.

Na koniec zostają trzy jednorozdziałowe, krótsze opowieści. „Tam, gdzie mieszka ból fantomowy” to zdecydowanie najlepsza z nich.  Pewien młodzieniec zaczyna pracę w zamkniętym pensjonacie. Jak się okazuje, ma się opiekować chorym chłopcem, który cierpi na bóle fantomowe na przestrzeni całej posiadłości. Opiekun wraz z grupą kilku innych współpracowników biega po całym domu i dostosowuje się do instrukcji chłopca. Cała historia jest ciekawa, wciągająca,a zakończenie nas nie rozczaruje.

Kolejna historia – „Żebra” – nie jest aż taka dobra. Zakompleksiona z powodu braku wcięcia w talii dziewczyna rozważa przejście operacji plastycznej wycięcia żeber. W końcu się na nią decyduje, ale nie może nacieszyć się jej efektami przez muzykę, która cały czas gra w jej głowie. Jak dla mnie – nie zaciekawia ani nie zaskakuje.

Na koniec zostaje nam opowiadanie o wdzięcznej nazwie „Historia o prawdziwej kupie”.  To króciutka, dosłownie kilkustronicowa historyjka o kupie. Nie jest to żadne arcydzieło, ale ocenę pozostawię wam.

Jeśli lubicie horrory, a przede wszystkim jeśli jesteście fanami Junjiego Ito, to ten tomik to zakup obowiązkowy. Okładka jest chyba najlepszą, jaka do tej pory wyszła na polskim rynku. Cały tomik jest warty uwagi, a szczególnie trzy pierwsze opowiadania.

Odsłony: 181
boruto

Boruto

JPF

Autor: Masashi Kishimoto, Mikio Ikemoto
Wydawnictwo: JPF
Ilość tomów: 3+
Cena okładkowa: 18,90 zł

Kiedy usłyszałam zapowiedź wydania mangi „Boruto”, byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. Myślałam, że będzie to takie kopiuj-wklej z „Naruto”, tylko tym razem czytelnik będzie śledzić losy jego syna, który, z wyjątkiem fryzury, wygląda niemal identycznie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po przeczytaniu dwóch tomów odkryłam, że z niecierpliwością czekam na trzeci!

Zacznę od bohaterów. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się postać młodego Boruto, który, jak się okazuje, wcale nie jest wierną kopią swojego ojca. Chłopak nie posiada bowiem żadnego szacunku do tytułu Hokage, którego zdobycie kosztowało Naruto tyle trudu i poświęceń. Młody ninja uważa swojego ojca za cieniasa, który całe dnie spędza za biurkiem ze stertą dokumentów, nie robiąc nic pożytecznego, a przy tym zaniedbując rodzinę. Nie może uwierzyć w to, że ten nudny i wiecznie zmęczony facet jest największym wojownikiem w historii. Naruto w oczach swojego syna jest po prostu zwykłym nieudacznikiem, dlatego nie chcąc pójść w jego ślady, Boruto prosi Sasuke, aby został jego mistrzem i trenując pod jego okiem pragnie zostać najlepszym ninja, pokonać ojca, a przy tym nie zostać Hokage.

Pozostałe postacie pojawiające się w komiksie są potraktowane jako tło dla głównych bohaterów. Trochę szkoda, bo ciekawie byłoby poznać niektóre z nich trochę bliżej i na pewno bardziej urozmaiciłyby fabułę. Mam jednak nadzieję, że w następnych tomach pojawi się ich trochę więcej i że będą czynnie brać udział w wydarzeniach.

Kolejnym oryginalnym pomysłem wykorzystanym w mandze są techniki ninja bohaterów, które stanowią połączenie umiejętności ich rodziców. Na przykład Sarada – córka Sakury i Sasuke – po matce odziedziczyła niezwykłą siłę, po ojcu zaś Sharingana, zaś Inojin – syn Ino i Saia – potrafi posługiwać się zarówno Jutsu Zamiany Umysłu, jak i Zwojem Wielkiej Bestii. Oczywiście każdy z młodych ninja tworzy własne wersje technik rodziców i dopasowuje je do swojego stylu walki.

Jeśli miałabym wskazać rzecz, która przeszkadzała mi w komiksie, to jest nią kreska. Przyzwyczaiłam się do wyglądu postaci rysowanych przez Masashiego Kishimoto i z tego powodu wizerunki bohaterów stworzone przez Mikio Ikemoto trochę kłują mnie w oczy. Nie chodzi tu o młodych ninja, lecz o „starych” bohaterów z mangi „Naruto”. O ile wygląd Naruto czy Shikamaru jest zbliżony do tego z poprzedniej serii, to o postaciach kobiecych, takich jak Sakura czy Hinata, nie można już tego powiedzieć. Nie wspominając o Sasuke, któremu artysta uparł się dodać delikatne loczki. Cóż, po byłym asystencie Masashiego Kishimoto spodziewałabym się, że jego postacie z „Nauto” będą niemal identyczne z oryginałem, ale jak widać mangaka postawił na oryginalność własnej kreski, co według mnie nie było trafionym pomysłem.

Na koniec dodam, że wydawnictwo JPF zadbało, aby manga „Boruto” wyglądem przypominała swój poprzednik, jednak – co jest ogromnym plusem – zmieniła sposób klejenia komiksu, dzięki czemu czytelnik nie ma wrażenia, że tomik zaraz mu się rozklei i wszystkie kartki z niego wylecą, czego nie można powiedzieć o pierwszych tomach „Naruto”.

Polecam zapoznanie się z mangą „Boruto” nie tylko miłośnikom świata ninja wykreowanego przez Kishimoto, ale również czytelnikom, który go nie znają. Może zachęci ich do przeczytania wcześniejszej serii? Sama już zamówiłam trzeci tom. Mam nadzieję, że historia nadal pozostanie oryginalna i nie zacznie przypominać tej z „Naruto”, a do nowego stylu rysowania wkrótce się przyzwyczaję.

Odsłony: 231
klasa skrytobojcow

Klasa skrytobójców

JPF

Autor: Yusei Matsui
Wydawnictwo: J.P.Fantastica
Ilość tomów: 21
Cena okładkowa: 18,90 zł

Na ogół tytuły wykorzystujące motyw zabójstwa są pełne sytuacji, które mają nas – widzów – utrzymać w napięciu. Jesteśmy również gotowi, by być świadkami drastycznych scen zbrodni. Kiedy natknąłem się na mangę „Klasa skrytobójców”, zauważyłem, że pierwsze zdanie z opisu fabuły zapowiada coś podobnego. „Klasa, której zadaniem jest zabicie swojego nauczyciela”. Kiedy już zacząłem mentalnie nastawiać się na bardzo emocjonalne sceny, przeczytałem, że nauczyciel ów jest żółtą ośmiornicą, która zniszczyła większą część Księżyca. Co więcej, stwór zagroził, iż na Księżycu nie poprzestanie, a jego celem jest zniszczenie całej Ziemi. „Klasa skrytobójców” okazała się mangą… komediową, która ukazuje motyw zabójstwa w zupełnie inny, odświeżający sposób.

Wydaniem „Klasy skrytobójców” zajęło się wydawnictwo JPF, które według mnie wyznacza najwyższy standard, jeśli chodzi o mangi shounen. Biorąc pod uwagę, iż manga, którą tutaj recenzuję, jest właśnie shounenem, wybór był idealny.

Napisałem wcześniej, że nauczyciel-ośmiornica planuje zniszczyć Ziemię, a powstrzymać go mogą tylko uczniowie, dokonując na nim skrytobójstwa. Jednak jego wygląd przypominający żółtą ośmiornicę nie jest jedyną cechą, która go wyróżnia. Otóż stwór potrafi poruszać się z prędkością 20 machów, jego twarz przybiera w zależności od sytuacji najróżniejsze kolory, a skóra ma wiele właściwości. Jest on również owiany tajemnicą. Nikt nie wie skąd się wziął i dlaczego postanowił zniszczyć Ziemię. Pan Niezabijski, jak nazwano go w polskim wydaniu, ma wiele wad, które uczniowie stopniowo odkrywają, dokonując swoich coraz bardziej skutecznych prób skrytobójstwa. Nawiasem mówiąc, kiedy uczniowie starają się go uśmiercić, nasz drogi pan ośmiornica zajmuje się pielęgnacją ich wyglądu. Dodajmy, iż wysiłki uczniów wyglądają o wiele ciekawiej w porównaniu z metodami, jakich używają profesjonalni skrytobójcy. Sceny, w których dorośli mogą się „wykazać”, wypadają bezbłędnie.

Zabicie nauczyciela-ośmiornicy nie stanowi prostego zadania, gdyż jest on całkowicie niewrażliwy na wszelką amunicję, z wyjątkiem tak zwanych kulek i noży „antypsorowych”, które nie mogą wyrządzić ludziom żadnej krzywdy. Jednak to właśnie odkrywanie wad, użycie ich w kreatywny sposób do uśmiercenia pana Niezabijskiego, a także korzystanie z odpowiednich okazji sprawiają, że „Klasa skrytobójców” jest tak zabawna i ciekawa.

Uczniom, którym przypadło to wyjątkowo trudne zadanie, należą do klasy 3E i są pod pewnym względem są wyjątkowi. Traktuje się ich jak wyrzutków (litera E oznacza tutaj „End”) i wiele razy inni uczniowie rzucali im kłody pod nogi. Jednak mając wsparcie wyjątkowego pana Niezabijskiego, starają się te kłody omijać i kiedy przychodzi do rywalizacji z innymi uczniami, wykorzystują wszystko, czego ich wyjątkowy belfer nauczył. Bywa również, że wspólnymi siłami „odpłacają się” za całą dyskryminację, której doświadczyli.

Niewątpliwym urokiem tej mangi jest to, iż każdy uczeń to osoba wyjątkowa i ową wyjątkowość pan Niezabijski stara się wyciągnąć. Tak więc główny bohater tej mangi, Nagisa Shiota, ma swoje mocne strony, jednak jego koledzy i koleżanki w niczym mu nie ustępują. Mamy zatem ucznia, który potrafi odpowiednio podkręcać piłki bejsbolowe, inni z kolei są świetnymi strzelcami, a pewna dziewczyna potrafi „przyrządzać” trucizny.

Pan Niezabijski to nauczyciel wyjątkowy. Przy prędkości 20 machów potrafi błyskawicznie sprawdzać zadania domowe, ułożyć informator wycieczkowy, zwracając uwagę na wszelkie scenariusze, a testy tworzy, biorąc pod uwagę słabe strony swoich uczniów. Dzięki temu każdy z jego podopiecznych rozwija się tak dobrze, jak to tylko możliwe.

Mimo iż miałem do czynienia z wersją animowaną tej mangi, pierwsze cztery tomy czytało mi się bardzo przyjemnie. Wydanie tomikowe jest również minimalistyczne i na okładkach możemy podziwiać różne wyrazy twarzy pana Niezabijskiego. Z racji, iż „Klasa skrytobójców” jest tytułem komediowym, mogłem porównać, jak prezentują się zabawne sceny w obu wersjach. Okazuje się, że to anime wypadło lepiej pod tym względem, jednak przy mandze również można się pośmiać. Kresce nie mogę zarzucić nic złego, jednak na pewno nie jest ona wybitna. Podczas czytania nie zauważyłem również żadnych literówek, a samo tłumaczenie jest lekkie i jedynie można spierać się, czy przełożenie japońskiego „Koro-sensei” na „pana Niezabijskiego” było zabiegiem trafionym. Mnie jednak taki przekład odpowiada.

Podsumowując, „Klasa skrytobójców” to pozycja, którą zdecydowanie warto się zainteresować, gdyż w żadnej innej mandze na naszym rynku nie ukazano motywu zabójstwa w tak zabawny, a także ciekawy sposób. Mimo iż jest to tytuł komediowy, nie zabrakło tu poważniejszych momentów, które pokazują, jak okrutne może być społeczeństwo i jak mocno dyskryminowana grupa stara się przezwyciężyć tę trudną sytuację. Wszystkiemu sprzyjają niesamowite i wyjątkowe lekcje pana Niezabijskiego, którego nie sposób nie polubić, a także uczniowie, którzy dają z siebie wszystko. Cena jednego tomu to 18,90 zł, jednak myślę, iż warto się skusić, aby mieć tę mangę na półce.

Odsłony: 219
tajemna historia gaary

Tajemna historia Gaary

JPF

Autor: Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi
Wydawnictwo: JPF
Ilość tomów: 1
Cena okładkowa: 24,90 zł

Parę dni temu recenzowałam „Tajemniczą historię Konohy”, która pozytywnie mnie zaskoczyła, dlatego ochoczo zabrałam się do lektury „Tajemnej historii Gaary”. Ten młody shinobi jest jednym z moich ulubionych bohaterów z „Naruto”. W dodatku jest postacią dość skrytą i małomówną, dlatego wiązałam duże nadzieje z tym, że wreszcie będę mogła poznać go trochę bliżej. Niestety, nowelka nie spełniła moich oczekiwań.

To, co najbardziej przeszkadza mi w light novel i odbiera radość z ich czytania, to styl języka. Niektóre zdania mają dziwny szyk, trzeba czasem przeczytać je parę razy, żeby zrozumieć w czym rzecz, co uniemożliwia płynny odbiór lektury. W dodatku pozycja ta skierowana jest raczej do młodszych odbiorców, a zdarzyło się parokrotnie, że sama nie rozumiałam słowa, które zostało w niej użyte. Nie rozumiem, po co posługiwać się wyszukanym i naukowym językiem w tak krótkiej powiastce, która ma charakter przygodowy.

Jeśli chodzi o fabułę, to tutaj również nowelka nie ma się czym pochwalić. Mamy do czynienia z historią młodego Kazekage, który udaje się na spotkanie, aby poznać kandydatkę na potencjalną narzeczoną. Na przyjęciu zapoznawczym dochodzi do zamachu i Gaara musi stawić czoła niebezpieczeństwu i powstrzymać terrorystów. Opowieść jakich wiele. Opisy skupiają się głównie na przebiegu walk, zaś emocje bohaterów przedstawione są w sposób lapidarny i powierzchowny. Zachowania postaci są sztuczne, a niektóre sceny, w których występuje rodzeństwo Gaary, wciśnięte trochę na siłę. Cały czas miałam wrażenie, że Kishimoto najchętniej w ogóle nie skupiałby się na interakcjach między bohaterami, tylko wyłącznie na walce i technikach ninja.

Nie wiem, czy za zły styl light novel odpowiada wyłącznie tłumacz, ponieważ nie znam oryginału, ale JPF mogłoby przykładać większą wagę do użytych słów oraz szyku zdań, ponieważ całość czyta się źle. Pomimo tego, że nowelka jest bardzo cienka, parę razy poddałam się podczas jej czytania i musiałam zrobić sobie przerwę. Myślę też, że dobrze by było, gdyby Kishimoto, pisząc zwłaszcza te potencjalnie bardziej „romantyczne”opowieści, skonsultował się czasem z jakąś kobietą, ponieważ jego opisy uczuć bohaterów są bardzo płytkie.

Naprawdę szkoda mi tej powiastki.Miała duży potencjał, ponieważ postać Gaary ma dość liczne grono fanów, lecz niestety go nie wykorzystała. Zdecydowanie bardziej polecam „Tajemną historię Konohy” oraz „Tajemną historię Kakashiego”, których fabuła według mnie jest lepsza i ciekawsza.

Odsłony: 200
the promised neverland 01

The promised neverland

waneko

Autor: Kaiu Shirai, Posuka Demizu
Wydawnictwo: Waneko
Ilość tomów: 4+
Cena okładkowa: 21,99 zł

W jednym domu mieszka matka i niemal czterdzieścioro dzieci. Nie są ze sobą w żaden sposób spokrewnione, a mimo to kochają się nad życie, wspólnie się bawią i wykonują domowe obowiązki. Brzmi jak sielankowy obraz sierocińca, ale Grace Field House skrywa mroczne tajemnice. W tym domu panują pewne zasady, których nie można złamać pod żadnym pozorem, a jedną z nich jest niewychodzenie poza ogrodzenie. Dzieci przebywają tam maksymalnie do dwunastego roku życia, a później odsyłane są do rodzin zastępczych. Emma jest jednym z najstarszych dzieci w sierocińcu. Wraz ze swoimi rówieśnikami, Normanem i Rayem, na codziennych testach zdobywa maksymalną liczbę punktów. W dniu, kiedy jedna z dziewczynek przebywających w sierocińcu zostaje odesłana do rodziny adopcyjnej, Emma i Norman poznają mrożącą krew w żyłach prawdę o zewnętrznym świecie i prawdziwym celu sierocińca. Od tamtej pory ich jedynym celem jest ucieczka z miejsca, które niegdyś mogli zwać domem.

 „The promised neverland” to tytuł, który porywa od pierwszego spojrzenia na okładkę trzyma w napięciu aż do ostatniej strony tomu. Gdy dowiedziałam się, że ukaże się polska wersja mangi, nie mogłam się doczekać, aż znajdzie się na mojej półce. Teoretycznie jest to tytuł z gatunku shonen, ale myślę, że spokojnie trafi także do starszej grupy odbiorców. Pierwszą rzeczą, która mnie urzekła, jest okładka pierwszego tomu, a jak się okazało, również i kolejnych. Kolorowa i dobrze narysowana oraz skomponowana – niby nie ma w niej nic wyjątkowego, ale w jakiś sposób przyciągnęła moją uwagę. Kolejnym szczegółem rzucającym się w oczy tuż po rozpoczęciu lektury jest to, że dość niestandardowo jak na ten gatunek główną bohaterką jest dziewczyna. Emma posiada jednak wszystkie cechy postaci z shonena – jest impulsywna i zawsze roześmiana. Cała trójka przyjaciół z kolei obdarzona jest niesamowitą inteligencją, przez co bałam się, że popadniemy w pewną skrajność i zniszczy to całą historię. Na szczęście autorka uwzględniła, że bohaterowie nadal są jednak tylko dziećmi, więc dorośli, bardziej doświadczeni życiem, są w stanie je przechytrzyć. Dzięki temu otrzymujemy emocjonującą walkę z czasem i niebezpieczeństwami świata. Jeśli zabierzecie się za lekturę, czytajcie uważnie każdą stronę – autorka sama mówi, że ukryła gdzieś podpowiedzi.

Lektura trzech pierwszych tomów „The promised neverland” to była dla mnie czysta przyjemność. Polskie wydanie jest dopracowane i widać, że włożono w nie dużo pracy. Nie ma żadnych błędów, potknięć, a samo tłumaczenie również oddaje charakter bohaterów. Obwoluty prezentują się świetnie, a pod nimi znajdują się okładki w zupełnie innym stylu. Gorąco was zachęcam do lektury, bo według mnie to jeden z tytułów na polskim rynku najbardziej wartych uwagi.

Odsłony: 193