Konwenty Południowe - Yukicon II - luźny strzał okiem by Gac

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Rok konwentowy rozpocząłem małym, jednodniowym wydarzeniem w Opolu zwanym inaczej Yukicon. Teoretycznie małym. Pierwszą rzeczą, która uderzyła mnie po wejściu był tłum. Może też z powodu mojego opóźnienia w przybyciu, z którego spowiadać się nie będę, bo nie od tego są relacje. O samym miejscu powiedzieć mogę tyle, że był to typowy MDK. Mały budynek dostosowany idealnie do małych wydarzeń. Miejsce usytuowane tak, by łatwo było do niego dotrzeć. Przyjemne z mnóstwem produkcji po zajęciach w nim - czyli 'typowy MDK'.

budynek konwentu Yukicon

Z samego początku witał nas stolik, gdzie do kupienia opcjonalnego były przypinki konwentowe. Jeśli ktoś pragnął mieć jakąś pamiątkę to oto właśnie była tania okazja do tego : > W pomieszczeniu, na uczestników czekały już stoiska, przy których zwyczajowo gromadził się wyżej wspomniany tłum. Były też trzy sale panelowe, w których twórcy przygotowali rozmaite wykłady, ciekawostki czy filmiki. Osobiście był to jeden z niewielu konwentów, gdzie większość czasu udało mi się spędzić właśnie na panelach. Tematyka ich była różnorodna, mimo, że prawie wszystkie związane były z kulturą azjatycką. Mogliśmy się dowiedzieć nieco o czasach WW2, mafii, anime czy nawet jak dobrze zorganizować sobie swoje własne wystąpienie. I co muszę twórcą przyznać, atrakcje przygotowane były z dużą dokładnością, a prowadzenie zachęcało do pozostania na nich i wysłuchania dalszej części. Była też możliwość obejrzenia przygotowanego wcześniej spektaklu, wzięcia udziału w turnieju walki na miecze otulinowe i co pewnie najważniejsze dla niektórych konwentowiczów - poskakania na DDR-ach. Możliwe było także skorzystanie ze zwykle rzezbyobleganej konsolówki, gdzie miejsca na szczęście było multum.

Konwent sam w sobie posiadał miłą atmosferę, co zapewne typowe jest dla tych mniejszych. Choć zapewne organizacja nie spodziewała się aż takiej ilości osób, bo stosunkowo do poprzednich było ich trzy razy więcej. Sądzę jednak, że była to dość zadowalająca informacja. A wszystko zwieńczone zostało evil cosplayem, gdzie uczestnicy wykazywali się swoją pomysłowością w wykorzystaniu dostępnych na terenie materiałów, by ogólnie odwzorować wybraną postać. Na zupełnie sam koniec dwie panie uraczyły nas 'lightshow-em' przy świetle ultrafioletu. Nie muszę mówić, że wyszło to co najmniej zjawiskowo. I tak jak cały konwent posiadał sympatyczną atmosferę i w takiej też się zakończył.

 
Tagged Under