Konwenty Południowe - Relacja: Krakon

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Myślę, że czas na pierwszą relację. Tak. Chodzi o Krakon... Kto był ten wie, kto nie był zaraz się dowie. Spróbuję wypisać jak najwięcej choć coś mogło mi umknąć:-). Wiem, że jest już dzień po, ale musiałem się wyspać:P.

Dzień 1. Zapowiadało się nieźle. Nie mogłem spać i od rana już kręciłem się po domu wraz ze znajomymi, którzy spali u mnie. Ok 11 zebraliśmy się pod Galerią Krakowską Nasza grupka z 3 osób powiększyła się do jakichś 20. Super:-). W grupie zawsze raźniej. Dotarliśmy na conplace i pod "Klub Studio" zarządziliśmy chwilkę odpoczynku. Akredytacja była w budynku AGH kawałeczek dalej. Po chwilowym obijaniu się nasza wesoła gromadka wyruszyła po wejściówki. Wszyscy byliśmy przedpłatowcami (oprócz jednej osoby). Kolejkon był... spory. Nie przejmowałem się tym gdyż zwykle omijam większość kolejki jako Twórca Atrakcji. Jednak nie tym razem. Akredytacja dzieliła się na trzy kolejki.

Akredytacje 4 dniowe płatne na miejscu, 1-2 dniowcy i przedpłaty. Nic to. Jak to większość dinozaurów wbiliśmy się w 6 osób bezczelnie w środek kolejki do naszych znajomych. Tak, wiem, że chamstwo, ale kto tak nie robi?:P Czekaliśmy 30 minut a kolejka nie ruszyła nawet o centymetr. postanowiłem dowiedzieć się jaki jest powód tego żółwiego tempa. Dodatkowo znalazłem w informatorze błąd związany z moimi dwoma atrakcjami. Do jednej nie było żadnego opisu, do drugiej natomiast był zupełnie inny termin niż było to umówione a w opisie podpisali mnie imieniem miast nickiem... Żwawo ruszyłem wprost do wejścia i zatrudniłem pomocnego helpera do przyniesienia mi kilkudziesięciu kilo organizatora. Czekając 40 minut, obserwowałem kolejki i konwersowałem z helperami. Przez wyżej podany czas przez przedpłaty przeszło 6(!) osób. Okazało się, że jest tylko jedna lista(!) wydrukowana na 4 kartkach(!!!) i nie ma laptopów(!!!). Skoro kolejka tak czy siak stała to co za problem polecieć do ksero i walnąć listę razy 4-5 i powiększyć akredytację dla przedpłat? Organizator sam do końca nie wiedział dlaczego są błędy, ale nie winię go. Nie po tym co przez te cztery dni widziałem i słyszałem. Po kolejnej godzinie organizacja łaskawie stwierdziła, że będzie wpuszczać po 10 osób z przedpłat na raz i bez sprawdzania ich, da im konwentowe "bransoletki". Osoby te miały się zgłosić 2-3 godziny później jeszcze po identyfikatory... Nie oszukujmy się. Trafiło się sporo cwaniaczków, którzy weszli na konwent całkowicie za darmo korzystając z tego genialnego pomysłu... Następnym naszym celem była szkoła sleeproomowa gdzie mieliśmy grupową rezerwację. Przy wejściu do szkoły (która notabene znajdowała się 10 minut jazdy autobusem i drugie 10-15 na nogach od conplace'u...) zatrzymali nas helperowie z powodu... braku identyfikatorów. Nie wie prawica co robi lewica... Wyjaśniliśmy im sytuację podając nazwę naszego grupowego sleepa i zostaliśmy wpuszczeni. Sporo osób próbowało na waleta wbić się nam do naszego zarezerwowanego miejsca a po kilku godzinach poszło jeszcze info, że rezerwacje są nie ważne bo ludzie nie mają gdzie spać. Ludzie, tak się nie robi. Skoro zawalacie to nie zrzucajcie tego na innych. Trzeba było wcześniej pomyśleć a nie dać nam możliwości itd a potem nam to zabierać. W informatorze znalazła się kupa kolejnych błędów poczynają od źle podanych czasów atrakcji, przez błędy w opisach a kończąc na tym, że połowa atrakcji się albo nie odbyła, albo odbyła w zupełnie innym miejscu o czym twórcy dowiadywali się na 5 minut po czasie, w którym mieli rozpocząć, albo też atrakcji nie było w ogóle w planie, mimo zatwierdzenia mailowego i naliczenia zniżki za wejściówkę. Chaos... Helperowie nie mieli w większości żadnego przeszkolenia. Część nie wiedziała nawet co ma właściwie robić i niemal żaden helper, którego pytałem o coś, nie miał pojęcia o czym mówię... Gdyby nie to, że znam pewne osoby, zagubiłbym się w tej apokalipsie pogrążając się w rozpaczy w cieniu drzewa przed Lewiatanem.

Dzień 2. W nocy z dnia 1 na 2 helpowie przyszli i wcisnęli nam do pełniutkiego sleepa 5 osób na siłę. Mimo protestów. Do godziny 2 hałasowali i można było zapomnieć o spaniu. O 5 znowu pobudka w postaci awanturującego się pijaczka. Awesome... Drugiego dnia były dokładnie te same problemy. Atrakcje nie tam gdzie być powinny lub ich brak. Dodatkowo w budynku AGH była też komisja egzaminacyjna i inne nadal aktywne instytucje. Powstał chaos przy wejściu bo nie wiadomo było kogo wpuszczać a kogo nie. Była też wtopa z salą prelekcyjną gdzie uczestnik zastał grupę uczącą się języka Włoskiego... Ja natomiast miałem atrakcję o godzinie 14 nie wiedząc w jakiej ona odbywa się sali, w jakim budynku ani czy na pewno się odbywa. A skoro ja nie wiedziałem to uczestnicy tym bardziej. O 14:30 dogadałem się w końcu z organizatorem by poprowadzić atrakcję w... korytarzu budynku akredytacyjnego na 6 piętrze... Chyba nie muszę tego specjalnie komentować... Zdobyłem kartkę i taśmę klejącą i na filarze przed budynkiem nalepiłem informację gdzie odbywa się atrakcja... O 16 została otwarta druga szkoła sleeproomowa, do której też przeniesiono część atrakcji. Trochę to pomogło z ogarnięciem chaosu, ale to tylko łopatka przerzuconego piasku z wielkiej wydmy masakry... Organizatorzy próbowali też naprawiać błędy informatora wydają poprawki w formie wydrukowanych kartek z atrakcjami i miejscem gdzie mają się odbyć. Kartki te były dostępne w akredytacji. Problem w tym, że prawie nikt o tym nie wiedział...

Dzień 3. Po kolejnej średnio przespanej nocy, wróciłem do realiów chaosu. Czekałem właściwie tylko na cosplay. I tam nie odbyło się bez potknięć. Największym był chyba BRAK DYPLOMÓW DLA ZWYCIĘZCÓW! Dyplomy były w postaci narysowanego markerem arta bez wypisania nawet imienia i nazwiska wygrywającego. Wrzucę Wam potem skan. ŻENADA. Samo prowadzenie było całkiem zabawne, choć miejscami zbyt swawolne i wulgarne. W dodatku po wszystkich występach wyrzucono uczestników na scenę i kazano im tam stać dobre 30 minut bez żadnych wytycznych co właściwie mają robić... Próbowano uratować tą niezręczną sytuację żarcikami i wygłupianiem się na scenie...

Dzień 4. Ulga. To co zwykle dnia ostatniego. Pakowanie, ucieczka ze szkoły sleeproomowej, wymiana kontaktami i pożegnania. Konwent ocenił bym na 2 w skali 10 punktowej. Ciężko by mi było znaleźć jedną rzez, która poszła dobrze i bez problemów... Nawet ludzie byli jacyś tacy... Inni. Kto był ten wie o czym mówię. To jest oczywiście już subiektywna opinia moja i osób, z którymi rozmawiałem:-). Jakby ktoś miał jakieś zdjęcia czy inne bajery z konwentu to piszcie do mnie. Pozbiera się to i powrzuca do odpowiednich galerii. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia, A.

Ocena: 2/10
Tagged Under