Konwenty Południowe - Relacja: B5 - Solution

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

A oto obiecana relacja z konwentu B5 - Solution! Do dzieła!

DZIEŃ 1!

Jako frakcyjny, w szkole konwentowej byłem już o 9. Widziałem jaki ogrom pracy włożony był w dekorowanie i rozkładanie wszystkiego i zacząłem rozumieć helperów, którzy są od początku na obiektach konwentowych:-). O godzinie 16:00 akredytacja ruszyła ze znakowaniem konwentowiczów i wpuszczaniem ich na conplace. Kolejka była gigantyczna, ale szło sprawnie, stanowczo poruszała się i to w całkiem niezłym tempie:-). Było drobne potknięcie gdyż smycze nie dotarły na czas, ale już po godzinie dostarczono je na akredytację. Sleeproomy były pełne już od około 17:00 i ludzie rozkładali się gdzie się tylko dało na wyższych piętrach, przeznaczonych na spanie.

Korytarze wyglądały tam jak jeden wielki sleeproom:-). Jak pisałem wcześniej i jak pisał też B-Team, konwencją konwentu były frakcje i ich, powiedzmy, przygody. Wszyscy zainteresowani pojawili się w bazach frakcyjnych, które rozłożone były w podziemiach szkoły i zostali zapoznani z sytuacją panującą w uniwersum Neo Yamato. Zegarmistrzowie - czwarta i niegrywalna frakcja dąży do zapanowania nad wszystkimi poprzez pełną kontrolę społeczeństwa, która miała być wprowadzona dzięki chipom szpiegowskim. Brzmi to niepokojąco znajomo, nie?:P W każdym razie, trzy pozostałe frakcje - Salmegi, Wanza oraz Dust Army nie chciały do tego dopuścić. W tym celu jedna z nich musiała zdobyć Clocktower - specjalny budynek z zaawansowaną technologią w środku, który należał do Zegarmistrzów. Jak to wszystko wyszło? Niestety nie tak jak powinno. Część generałów Wanzy, jak się okazało, nie przyłożyła się do roboty i w ogóle nie znali fabuły co spowodowało niemały chaos w zadaniach, które nie wprowadzały fabuły. Owszem, questy były, zabawa była, ale nikt nie wiedział, że to miało mieć jakiś głębszy sens, oprócz nabijania punktów. Same bazy były bardzo ciekawie skombinowane i zbudowane. Na pewno wrzucę jakieś zdjęcia to sami zobaczycie:-). Niestety zdjęć baz nie mam zbyt dużo, więc jakby ktoś jeszcze jakieś posiadał to proszę o wiadomość. Ciekawym był również fakt, że do 2 w nocy ludzie przychodzili po questy:-). Jednak nie zapominajmy, że generałowie frakcyjni to nie roboty i kiedyś muszą spać. Nawet mimo DDRa, który było słychać piętro wyżej, kiedy nasze sleeproomy były 10 metrów od nich na tym samym piętrze...

DZIEŃ 2!

Był to dzień pełen emocji i zabawy. Rozeszła się wieść o questach i ich zastosowaniu. Ludzie tłumnie oblegali bazy frakcji by wyżej wymienione otrzymać i wykonać. A było co robić. Zrobienie zdjęć generałom frakcji, kradzież flagi z bazy przeciwnika, stworzenie, a następnie podrzucenie bomby, stworzenie dzieła literackiego opiewającego śmiałe czyny swoich sojuszników lub swoje własne, rozwieszanie propagandowych plakatów po całym obiekcie i wiele, wiele innych! Łącznie questów było ponad setka, więc wymienienie wszystkiego zajęło by mi jeszcze sporo czasu. Jednak prawdziwą furorę zrobiły Igrzyska Marionetek, mające wyłonić zwycięską frakcję. Konkurencje były różne. Gra w lustra polegająca na tym, że drużyny nawzajem miały wykonywać z samych siebie różne zwariowane figury a przeciwnicy mieli je powtarzać jak najdokładniej odwzorowując. Był też turniej grupowy w kamień-papier-nożyce, w którym udział brało około setki osób naraz! Był też bitewniak (Ja go prowadziłem;-) ), który zresztą wyłonił zwycięzców. Polegał on na walce 5 osobowych drużyn, gdzie każdy członek miał 30 punktów życia na początek. Walka odbywała się w 3 etapach.

1 etap to wybór broni. Każdy mógł wybrać sobie jedną z 18 broni - każda miała swoje unikalne obrażenia, właściwości i umiejętności specjalne! Nie zabrakło miejsca dla miniguna, miecza, łuku czy też krowy kamikadze, dziewczynki ze studni, działa orbitalnego i wielu innych, od których można było dostać bólu głowy od samego czytania jakie to szkody potrafią wyrządzić!

2 etap polegał na samej walce. Walka była turowa i przypominała nieco grę Heroes. Drużyny dostawały kartki i pisały na nich rozpiskę swojej tury. Do każdego członka grupy była przypisana cyfra od 1 do 5. Na kartkach zapisy były w postaci
1 - 3
2 - 3
3 - 2
4 - 5(specjal)
5 - 2(buff)
I teraz odnosząc się do tego, 1 i 2 atakuje 3 z drużyny przeciwników, 3, atakuje 2, 4 atakuje 5, ale używając do tego specjalnej umiejętności broni (można było użyć jej tylko raz na walkę) a 5 rzuca buffa na 2 ze swojej drużyny, który był zapisany w opisie uzbrojenia (były zestawy medyczne, pole maskujące, tarcza protonowa itp).

W 3 etapie zbierałem obie kartki i wykonywałem rzuty kośćmi. Najpierw na trafienie, następnie w wypadku trafienia, na obrażenia, które zapisane były na kartkach z bronią. Na samym końcu było podsumowanie rundy. Zadaniem obu drużyn było wyrżnąć w pień przeciwników. Jedna taka walka trwała około godziny. Wyniki?

Wanza vs Salmegi - wygrana Wanzy
Salmegi vs Dust Army - wygrana Dust Army
Dust Army vs Wanza - wygrana Dust Army

Dust Army tym ostatnim zwycięstwem wygrało jednocześnie turniej bitewny jak i same Igrzyska Marionetek! Brawa dla nich!

Do końca dnia bazy były oblegane przez ludzi chcących wykonywać questy:-). Nie mogło także zabraknąć cosplayu (przejrzę swoje zdjęcia i na pewno wrzucę:-) ). Stroje były na bardzo wysokim poziomie. Scenki też były całkiem nieźle wykonane, choć ostatnia trwająca chyba z 15 minut, dłużyła się niemiłosiernie ._. Były też dwa spore potknięcia organizacyjne na samym konkursie. Zmieniano na szybko kolejność i przeciągano wrzucając na scenę Psiaqa sypiącego sucharami i zagadującego nas byle czym:-).

DZIEŃ 3!

Dzień 3 był typowym ostatnim dniem konwentu. Od rana wszyscy się pakowali, stoiska się zwijały, helperzy biegali i sprzątali. No i oczywiście smutna część czyli pożegnania. Jak oceniam konwent? W skali 1-10, dałbym mu 7,5.

Oczywiście nie można też zapomnieć o tym, że ludzie byli wspaniali. I nie chodzi o to, że przecież zawsze są bo to nieprawda. Na Pyrkonie socjal prawie nie istnieje i ciężko tam kogoś poznać. Na wielu konwentach też ludzie chwalą socjal a siedzą przecież tylko ze swoimi znajomymi. Na Krakonie ludzie też mnie bardzo zawiedli bo było sporo niemiłych sytuacji. A na B5? Cudo! Mnóstwo Free Hugsów, przypadkowych rozmów i poznawania nowych ludzi!

Na koniec mała wisienka na torcie czyli mini relacja z ostatniej walki turniejowej na bitewniaku!

IGRZYSKA MARIONETEK - DECYDUJĄCE STARCIE

Wszyscy byli spięci. Obie grupy wiedziały, że od tej walki zależy zwycięstwo całej frakcji. Piątka wybranych, najlepsi z najlepszych, bohaterowie! Albo przeklęci. Wszystko zależało od wyniku. Było sporo planowania jaką broń wybrać. Obie drużyny stawiały na ofensywę. Po wyborze broni rozpoczęliśmy 1 turę. Pierwszy rzut jaki wypadł był krytykiem górnym przy rzucie 100% na trafienie dla miniguna z Dust Army. T był prawdziwy pogrom bo już w 1 turze każdy z członków Wanzy oberwał cząstkowym damage... Potem było już tylko gorzej, gdyż DA skupiło się na medyku Wanzy, który koniec końców poległ chwalebną śmiercią. Już w 1 turze! Szkoda. Kto wie jak by się to skończyło gdyby nie ta przedwczesna śmierć. W dalszej walce Wanza miała niewiarygodnego wręcz pecha w rzutach. Trzy krytyki dolne skutkujące obrażeniami w samego siebie podczas jednej walki... Jednak mimo tak kiepskich rzutów, po 6 turze zostało 3 członków DA na 3 członków Wanzy! Wyśmienity wynik. Emocje sięgały zenitu. Każdy rzut okraszony był zrezygnowanymi westchnieniami lub okrzykami radości. Muszę zdecydowanie pogratulować członkowi Wanzy, który działem orbitalnym, strzelającym co trzy tury, wystrzelił 3 razy i był o krok od 4 strzału zanim poległ. I zginął jako ostatni! Ostatnie 3 tury były pełne stresu. Zostało Działo vs Minigun, oraz Krowy kamikadze. Akurat przypadła tura strzału z działa w krowy. Jednak szczęście DA nie opuszczało i krowy przeżyły z 4 punktami życia! DA nie trafiło. W następnej turze DA udało się zranić właściciela działa, ale nie zabić. Zostały dwie tury do strzału z orbity, które mogło zakończyć wszystko. Jednak los chciał inaczej... Po 6 rzutach na trafienie z miniguna (kiedy różnica jest mniejsza niż 15, rzut był powtarzany), wyszło nietrafienie. Ostatnia nadzieja leżała w krowach, które dotarły do celu i w ostatniej chwili zakończyły życie działonowego tym samym wygrywając Igrzyska Marionetek i zdobywając Clocktower na rzecz Dust Army:-).

Chciałbym podziękować organizacji za bardzo dobry konwent, szczególnie po Magnificonie i Krakonie, które mnie mocno zmęczyły i zwątliły moją cierpliwość do konwentów:-). Chcę też serdecznie podziękować wspaniałym ludziom, którzy przytulali mnie niemal bez przerwy, gdzie się nie pojawiłem:-). Podziękowania należą się także generałom frakcji DA, którzy okazali się naprawdę wspaniałymi ludźmi i zdecydowanie mógłbym z nimi w proch góry obracać:-). Nie można także zapominać o generał Oć z Wanzy, oraz generał Alathriel z Salmegi, bez których te frakcje by chyba upadły:-). No i oczywiście graczom mojego LARP'a, ponieważ okazali wiele wyrozumiałości prowadzącemu, który od 4 dób o śnie słyszał tylko od innych i sam spał kilka godzin łącznie więc jego mózg funkcjonował na bardzo niestabilnej częstotliwości:-).

Pozdrawiam, A.

PS. Dziś pojawi się jeszcze relacja z LARP'a ,,The Ship..." oraz zdjęcia wszelakie. Zapraszam na FP:-).

Ocena: 7,5/10

Tagged Under