Konwenty Południowe - Relacja: Wonderful Wonder Festiwal - Duży konwent i mało ludzi

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Wonder Festiwal... Konwent organizowany przez grupę Wrocław Mangowcy. Wśród gości znajdowało się sporo ludzi znanych szeroko w fandomie, jak i poza nim. Wydawać by się mogło, że będzie to start czegoś wielkiego. As w rękawie Wrocławia. Jak było naprawdę? Zaraz się przekonacie.

Wejście na konwent Wonderful Wonder FestivalO WWF-ie słyszało/czytało się już dawno temu. Nie był to konwent zorganizowany w miesiąc. Dodatkowo, patrząc na listę gości, można było odnieść wrażenie, że oto znikąd pojawia się impreza mająca gigantyczny potencjał. Miałem wobec tego niemałe oczekiwania. Przecież nie wypada zaprosić takich ludzi na jednodniowe nic :-). Na stronie wydarzenia, jeszcze dzień przed, zapisało się około 300 osób. Nieźle. Jednak dotarło jedynie 150…

Busa miałem o 5:00. Żeby na niego zdążyć, czekała mnie pobudka o 3:30. Nie poszedłem spać w ogóle. Nie było sensu. W samym środku transportu spotkałem jednego z gości - Simona Zacka. Dzięki niemu trzygodzinna podróż przebiegła mi nadzwyczaj miło. Na miejscu czekały już na nas dwie osoby z ekipy portalu, które mieszkały we Wrocławiu/okolicach, więc zgubienie się nam nie groziło. Bez przeszkód dotarliśmy na teren festiwalu. Była nim szkoła nieco schowana w okolicznej roślinności. Bardzo spokojna okolica zdecydowanie na plus. Po wejściu betonowymi schodkami zostaliśmy (po krótkiej chwili) wpuszczeni do zakredytowania. Kolejki nie było wcale. Tłumaczyć to można po prostu tym, że ludzi też specjalnie nie było. Jako wejściówki otrzymaliśmy karty do gry, pomalowane od tyłu farbą w sprayu. Dla gości, twórców atrakcji etc. były króle, dla cosplayerów damy i tak dalej. Żeby karty trzymać w widocznym miejscu, dodatkowo był kolorowy sznurek. Pomysł bardzo dobry, choć brakowało mi w tym czegoś jeszcze. Informatorem była zadrukowana i poskładana kartka a4.

Po odebraniu zestawu poszedłem rozejrzeć się po szkole. Wszędzie do ścian przyklejone były duże, tekturowe karty do gry. Po prawej od wejścia, w korytarzu, można było podziwiać wystawę dzieł zaproszonych rysowników. Kawałek dalej umiejscowione było fotostudio (przez większość czasu puste, nie licząc fotografów czekających na kogokolwiek w stroju) i toalety. Piętro wyżej okupowali wystawcy. Tych również nie brakowało w przeciwieństwie do klienteli. Wystarczyłoby dwóch, a było około… sześciu? Nawet więcej.

korytarz z wystawcami

Na ostatnim – drugim – piętrze znalazłem opustoszałą konsolówkę. Zarówno szkoła, jak i sama oprawa, spokojnie mogłaby przyjąć pięciokrotnie więcej uczestników… Moim następnym krokiem było otwarcie informatora i poszukanie jakiejś atrakcji dla siebie. Jakież wielkie było moje zaskoczenie, kiedy uświadomiłem sobie brak opisów atrakcji. Jedynie tabela z nazwami. Po co więc układałem barwny i przyciągający uwagę wstępniak do LARP-a? Prócz tabeli znalazłem jeszcze mapkę i spis patronów. Nic to. Wybrałem prelekcję i udałem się do odpowiedniej sali. Pustej… Po przejściu wszystkich panelówek okazało się, że połowa z nich jest opuszczona… Niestety utrzymało się to właściwie przez cały dzień. Najbardziej popularną pogadanką jaką widziałem był oczywiście wykład Shappi o cosplayu :-).

shappi cosplay na Wonderful Wonder FestivalWiększość eventu spędziłem na rozmowach ze znajomymi. W sumie fotografowie nawet mieli co robić, gdyż dzięki mnogości cosplayowych gości (hah, jaki rym) było komu robić fotki. Skoro już jesteśmy przy cosplayu, to miałem nadzieję, że chociaż konkurs jakoś uratuje mnie od tej atmosfery nudy i beznadziei, jednak prawie dwugodzinne opóźnienie wybiło mi to z głowy. Niestety bus powrotny miałem o 20:00, więc nie było szans, żebym został za co Was przepraszam.

Podsumowując? Bardzo mało ludzi jak na tak reklamowany konwent. Zwracając uwagę na rangę i ilość zaproszonych gości, można było pomyśleć, że impreza będzie o wiele większa. Po podliczeniu na oko vipów, organizacji, helperów, wystawców i atrakcjonistów, wychodziło, że co najmniej połowa konwentowiczów to właśnie oni… Dwugodzinna obsuwa w występie cosplay na 18 uczestników jest cokolwiek mało poważna. Plusami z pewnością była trochę szybsza akredytacja, wystrój i właśnie goście. Szczerze mówiąc, nie wiem, co poszło nie tak. Reklama była niezła. Może za rok… I na pewno nie jako event jednodniowy. A jak na razie 4,5/10. Jest potencjał. Wykorzystajcie go!

Ocena: 4,5/10

Tagged Under