Konwenty Południowe - Relacja z konwentu: Tsuru Japan Festival 2018 – warto pomimo pogody?

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Konwent Tsuru Japan Festival, oscylujący wokół tematu japońskiej popkultury, odbył się już po raz szósty w dniach 24.11–25.11 w Zespole Szkół Technicznych nr 1 im. Stanisława Staszica w Rybniku. Czy mimo deszczu i wiatru warto było opuścić cieplutkie mieszkanie, aby wziąć w nim udział?

MOTYW

Przez całą imprezę brakowało mi oznak konwencji imprezy. Ostatnimi czasy każdy konwent stara się, aby podczas eventu wybrzmiał wybrany motyw. Niestety, na Tsuru nic takiego nie zauważyłam. Ozdób konwentowych nie było bądź stanowiły mało wyraźny element otoczenia. Dopiero pisząc tę relację, przypomniałam sobie, że tegorocznym motywem miały być laleczki kokeshi. Oczywiście niewidoczność tematu nie przesądza o całej imprezie, jednak sprawia, że konwent nie zapada nam w pamięć.

CO MIAŁO BYĆ, A NIE BYŁO

W piątek tuż przed północą organizatorzy opublikowali posta na Facebooku z przeprosinami za brak pryszniców na miejscu imprezy. Nie było to jednak w żadnym stopniu zależne od nich. Sprawcą okazał się niespodziewanie przedłużony remont zlecony przez szkołę. Wielu konwentowiczów narzekało przede wszystkim na to, że podano tę informację za późno, przez co nie mogli się przygotować na zaistniałe warunki.
Podczas imprezy miał się odbyć pokaz ognia w wykonaniu Alchemist Fireshow, który w końcu nie doszedł do skutku. Być może powodem była niesprzyjająca pogoda, jednak zabrakło jakiejkolwiek informacji na ten temat. Niestety, w trakcie eventu pojawiły się także notki o kolejnym odwołaniu – tym razem chodziło o całą salę Dorigami, której atrakcje miały dotyczyć japońskiej techniki składania papieru.

CO MIAŁO BYĆ I BYŁO

Oczywiście większość zapowiedzianych atrakcji się odbyła. W trakcie konwentu uczestnicy mieli okazję zrobić sobie darmową sesję zdjęciową w foto studio oraz wziąć udział w grze organizowanej przez Archery Tag – Strefa Zamknięta. Według opisu organizatorów jest to gra zespołowa będąca połączeniem łuków, paintball’a i zbijaka. Owa niecodzienna forma aktywności kosztowała 30 złotych za całą godzinę zabawy.
Dodatkową atrakcją w programie były pokazy sztuk walki oraz koncert Nanokarrin, który wielu uczestników uznało za bardzo udany.

PROGRAM

Jak zawsze atrakcje Tsuru były różnorodne. Każdy fan mógł znaleźć coś dla siebie, zaczynając od anime, poprzez gry komputerowe i fantastykę, aż po koreańską muzykę i LARP-y. Można było spróbować swoich sił w dubbingowaniu. Oprócz paneli prowadzonych w trakcie zeszłorocznej edycji pojawiły się też nowe propozycje.
Zaproszono także wielu gości. Niektórzy zaliczają się do stałych odwiedzających konwent, np. Cichy Wuj, znany ze swojego cyklu animacji oraz serii komiksów, pojawił się już po raz czwarty. Zaproszone osoby były znane w przeróżnych środowiskach: cosplay (Shappi, Luiza, Lena Cosplay z Czech, Daiyamondo, Yukeshiro i Arshania Cosplay), pisarstwo (Karolina Bednarz, Piotr Milewski), różnego rodzaju inne formy artystyczne (Ciocia Kot, Mariusz Gosławski, Cichy Wuj, Pan Rysownik).
Sam informator, oprócz mapki i tabelki, zawierał opisy każdej atrakcji, co zdecydowanie zasługuje na duży plus. Nie wszystkie imprezy się na to decydują, przez co konwentowicze często mają dylemat, czy powinni przychodzić na panele o dość enigmatycznych nazwach.

GRY NA PRĄD I BEZ NIEGO

Przez calutki weekend dostępna była tzw. konsolówka oferująca możliwość pogrania w różności na Xbox One i PS4 – zarówno we dwójkę, jak i samemu. Z kolei sala z grami bez prądu oferowała bogaty wybór ponad 150 planszówek i karcianek. Dodatkowo istniała możliwość zagrania w grę arkadową Sound Voltex oraz zatańczenia na jednej z czterech mat z Dance Dance Revolution. Nie zabrakło dostępnego (również w nocy) UltraStara. Można było także skorzystać ze stanowiska HTC Vive, oferującego dostęp do wirtualnej rzeczywistości zwanej VR.

ORGANIZACJA

Gdy dojechałam na teren konwentu około godziny dziesiątej rano (akredytacja miała być otwarta od dziewiątej), spora część kolejki wystawała poza bramę szkoły. Nawet po południu osoby chętne do kupienia wejściówki na miejscu musiały czekać. Lecz pomimo tak wielu ludzi w kolejce, na korytarzach było o wiele więcej miejsca, niż mogłoby się wydawać. Trudno określić, co miało na to wpływ: możliwa mniejsza ilość uczestników, lepsze rozplanowanie przestrzeni, a może oba te czynniki naraz?
Świetnym posunięciem, spowodowanym corocznym brakiem miejsca w sleeproomach, było wyznaczenie stref sypialnych na korytarzach drugiego i trzeciego piętra. Zgaszone światło w nocy, brak głośnych atrakcji i radia znacząco poprawiły jakość snu.
Do spraw organizacyjnych dodam, że zabrakło mi rozwieszonych po terenie konwentu map z wyznaczonymi salami. Nie utrudniało to jakoś znacznie poruszania się po imprezie, jeśli się miało pod ręką informator, ale byłoby to jednak drobne ułatwienie.

COSPLAY

Konkurs tradycyjnie odbył się z około półgodzinnym poślizgiem. Występy były liczne i bardzo zróżnicowane. Można było doświadczyć zarówno śpiewu i tańca na żywo, jak i typowo żartobliwych scenek. Wydzielono cztery kategorie, w których mogli się zmierzyć cosplayerzy: występ grupowy, indywidualny, debiut oraz najlepiej wykonany strój. Tegoroczne nagrody okazały się bardzo atrakcyjne – zdobyć można było m.in. 500 złotych lub maszynę do szycia (sponsorowane przez naszego partnera – Włókno-Land). Cały pokaz nie przeciągał się, jednak zaskakująco długo czekało się na werdykt jury (około pół godziny).
Na korytarzach szkoły również można było uświadczyć wiele pomysłowych i bardzo dobrze wykonanych strojów, co zdecydowanie urozmaicało imprezę, tworząc ten niezwykły konwentowy klimat.

WYSTAWCY I GASTRO

Wydaje mi się, że z roku na rok stoiska oferują coraz bardziej atrakcyjne gadżety. Oprócz wszystkim znanych kubków, plakatów, zawieszek i tym podobnych, można było zaopatrzyć się w tzw. mystery box z przeróżnych serii, filmów czy zespołów. Wartość takiego pudełka zawsze przekraczała cenę paczki. Z ciekawszych rzeczy pojawiły się lampki w kształcie postaci z anime i filmów oraz przypinki z własną grafiką. Każdy spokojnie mógł znaleźć coś dla siebie.
Po stronie gastronomicznej również było w czym wybierać. Oprócz stoisk z sushi, bubble tea i zagranicznymi przekąskami czy napojami, funkcjonowało także Meido Cafe, które oferowało m.in. przyjemnie tanie hot-dogi. Dodatkowo przed wejściem do szkoły stał food track oferujący nieco droższe, ale i pożywniejsze jedzonko.
Przyjemną niespodzianką było niedzielne rozdawanie zupek firmy Oyakata. Można było porwać nieograniczone ilości produktów, co zapewne wielu studentom zapewniło ciepłe obiady na kolejny tydzień.

PODSUMOWANIE

Szósta edycja Tsuru to dobry konwent, który jednak niczym specjalnym się nie wyróżnił. Podobne do siebie edycje zapewniają dużo dobrej zabawy, lecz łatwo je ze sobą pomieszać w pamięci. Organizatorzy próbują jednak urozmaicać wydarzenie nowymi atrakcjami czy gośćmi. Myślę, że mimo kilku potknięć warto w tym konwencie wziąć udział, bez względu na listopadowy chłód.