Konwenty Południowe - Pyrkon - gigant, który pęcznieje w niemal geometrycznym tempie - relacja by Alchelor

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.


Pyrkon. Słowo to zapisze się na długo w pamięci co najmniej 24 tysięcy ludzi, bo tylu właśnie gościło na tym największym w Polsce festiwalu fantastyki. To niesamowite, jak ta impreza z roku na rok niemal podwaja ilość uczestników :-).

Słowem wstępu, muszę przyznać, że wietrzyłem porażkę festiwalu. Z różnych stron docierało do mnie sporo sygnałów o poważnej opieszałości w odpisywaniu na maile (co przytrafiło się także w naszym przypadku, bo wymiana kilku maili trwała blisko 3 miesiące...). Była także afera z kostkową kąpielą, którą osobiście uważam za bezsensowną i niepotrzebną. Gorsze reklamy w telewizji w środku dnia da się zobaczyć. Jedyne co mam do zarzucenia to tandetność ;-). Nie uprzedzajmy jednak faktów.

The beggining


Jako że z Krakowa do Poznania kawał świata, zmuszony byłem wyruszyć już w czwartek o godzinie
22:30. Jak przystało na PKP, uraczyli nas w przedziale skrajnymi temperaturami, co wpłynęło na brak snu. Jednak kiedy tablica na dworcu oznajmiła, że dotarliśmy do Poznania, zły humor prysł. Żadne kiepskie warunki nie mogły nas powstrzymać przed dobrą zabawą i zrobieniem obszernego materiału dla Was :-). Bramy fantastycznej fortecy Poznańskich targów rozwarły się o godzinie 10:00 (właściwie wcześniej, ale wejść można było zaledwie do przedsionka, więc się nie liczy). Stanowisk akredytacyjnych było 16. Po osiem z lewej i prawej strony od wejścia. Jednak trzeba dodać, że było to zaledwie jedno z dwóch aktywnych wejść! Lewa strona poświęcona mediom, twórcom programu, gościom i supergżdaczom, prawa natomiast w całości została oddana do użytku zwykłych uczestników. Wężyk z barierek był świetnym pomysłem. Pomógł uniknąć sytuacji z zeszłego roku, gdzie kolejka powinna nazywać się masą ludzką. Jako twórca zostałem zakredytowany bardzo szybko, a z tego co zaobserwowałem, reszta uczestników także nie musiała długo czekać. Należy się plus. Po wydaniu ładnego, prostokątnego identyfikatora w grubej folii, skierowano mnie dalej po odbiór zestawu konwentowicza, na który składała się papierowa torba, w której znalazłem książeczkę liczącą 212 stron, na których umieszczono spis
atrakcji, reklamy, regulamin, słowo wstępu i niezbędne informacje, skrót spisu atrakcji w postaci tabel i mapkami terenu w formacie A4, książeczkę z kuponami zniżkowymi (między innymi do Burger Kinga), niepowtarzalną pyrkonową kostkę sześciościenną, smycz oraz trochę materiałów reklamowych. Szybkim krokiem wyruszyłem do budynku sleepowego na terenie festiwalu w celu zajęcia dobrego miejsca dla siebie i ekipy. Znalazłem takowe. W pobliżu mieliśmy kontakty i łazienkę. Sama hala była gigantyczna... Widać to zresztą dobrze na zdjęciach w naszych galeriach. Nie wiem, czy dorzuciłbym kamyczkiem z jednej strony na drugą. Znajdowały się tu także kontenery z prysznicami. Niestety parę z nich nie dało rady do końca Pyrkonu, a woda była zimna. Tak samo prąd na hali był dostępny zaledwie kilka godzin, gdyż - jeżeli wierzyć opowieściom - ktoś przywiózł mikrofalówkę i zabił prąd. Dopiero w sobotę udało się mniej więcej obejść problem za pomocą „centrum ładowania", które także sfotografowaliśmy. Po rozłożeniu obozu, przywitaniu się i rozejrzeniu, nadszedł czas by wyruszyć ku przygodzie.

Ogólny rys otoczenia

Po wejściu do głównego budynku, w którym odbywała się większość atrakcji (np. planszówki, turnieje gier elektronicznych i hala wystawców), który nazywany był popularnie „czteropakiem", uderzyła mnie
fala doznań. Nie wiedziałem, w którą stronę patrzeć i czemu robić zdjęcia. Cudów było takie natężenie, że nie byłem w stanie ogarnąć tego na raz. Cała masa świetnych cosplayów/strojów z każdej możliwej dziedziny. Było tu wojsko, stormtrooperzy, Harry Potter, postacie z League of Legends, Pora na Przygodę i całe mnóstwo innych. Starałem się robić fotki wszystkim, jednocześnie nie zapominając o zwykłych - nieprzebranych uczestnikach. Swoje kroki skierowałem do hali, którą najłatwiej było by nazwać modelarską. Znajdowało się tu sporo twórczości z klocków lego (aż dziw bierze co można z nich zbudować...), ale chyba nic nie przebije modeli statków ze Star Wars. W dodatku zdradzono nam kilka tajemnic tych kolosów i elementami składowymi są choćby nakrętki od soków w kartonach! Niesamowita kreatywność. Szanuję tych ludzi. Znalazło się także kilka modeli dla fanów Star Treka. Różnorakie statki kosmiczne z tej kultowej serii, pięknie dopełniały klimat kosmicznych podbojów. Dodatkową ciekawostką był wóz opancerzony i działo (haubica?) w rozmiarze jeden do jeden załatwione przez Yatta.pl. Kolejnym miejscem, jakie zwiedziłem, była hala gier elektronicznych. To tu znajdował się gżdacz room, czyli centrum dowodzenia ludzi, bez których ten festiwal posypałby się jak domek z kart. Znaleźć też mogliśmy stoisko z Nuka Colą - fani Fallouta wiedzą w czym rzecz. Godnym wspomnienia jest także słowiańska wioska rozłożona drugiego dnia oraz kącik socjalny! Sam z niego nie korzystałem, jednak widziałem tam tablicę z anonsami o tytule „szukam:" (nie jest to litera w literę, jednak o to w tym chodziło), gdzie można było zostawić wiadomość do potencjalnych nowych znajomych. Wracając do głównego tematu sali, o której trwa ta rozprawa, odbywały się tu gry w Osu!, Hearthstone, League of Legends i Starcraft. Widziałem także spory ekran z rozgrywkami LoLa i komentatorami, którzy na bieżąco relacjonowali mecze. Bardzo wysoki poziom całości dawał się odczuć na każdym kroku. Szczególnie
przy obserwacji samych graczy podczas gry. Kolejnym miejscem, które odwiedziłem, była hala wystawców. Tętniło tu życiem. Przeciśnięcie się gdziekolwiek było bardzo ciężkim zadaniem, choć nie niemożliwym. Takich stoisk, jak tutaj, nie zobaczymy nigdzie indziej. Q-Workshop ze swoimi kostkami i grami planszowymi, Yatta z gigantycznym stoiskiem mangowym, czy wydawnictwo Insignis, które utrzymane było w tematyce postapokaliptycznego Metro, to zaledwie mała część cudów jakie mogliśmy zaobserwować i kupić. „Galanteria skórzana" w postaci pięknych gorsetów, sakiewek, toreb, karwaszów i wielu innych dodatków na średniowieczno - fantastyczną modłę, absolutnie wymiatała! Ceną również, ale za jakość trzeba srogo zapłacić ;-). Pyrsklepik także miał o wiele większy asortyment niż w zeszłym roku. Niestety nie zdobyłem za dużo Pyrfuntów, więc łup wojenny był raczej niewielki. Ciekawym pomysłem był spory punkt info. Sam z niego skorzystałem dwa razy i jestem zadowolony. Moje petycje zostały rozpatrzone szybko i profesjonalnie :-). Uznałem, że najwyższy czas odwiedzić kilka prelekcji. Problem w tym, że ciężko było się na nie dostać. Na co bardziej popularne trzeba było stać w kolejce już godzinę przed rozpoczęciem. Poziom ogólny paneli był bardzo wysoki. Ludzie zwykle wiedzieli o czym mówią i ciężko było ich zaskoczyć czymś ponadprogramowym :-). Zdołałem też zauważyć, że sporo atrakcji zostało odwołanych. W zeszłym roku jakoś nie widziałem, żeby specjalnie coś odwoływano, a w tym cała masa żółtych kartek z informacjami o braku atrakcji lub wymianie na inną. Nie można nie wspomnieć o OldTown i Brotherhood of Beer, które rozłożyły swoje postapokaliptyczne wioski. Efekt był niesamowity, a klimatu dodawała muzyka z pierwszych dwóch części Fallouta, nagłaśniana przez Bractwo. Ich zbroje były świetne! 10 na 10 za epickość!
Postanowiłem jeszcze odwiedzić budynek LARP-owy (tak, wiem, że były tam też inne atrakcje, ale tylko tam odbywały się sesje i LARP-y). Dla fanów tej formy rozrywki nie brakowało atrakcji. Nie byłem na żadnym złoto-maskowym ze strachu przed zepsuciem komuś gry, ale słyszałem, że poziom był niezły :-). Wieczorem, po dniu pełnym wrażeń, zasiadłem w kolejnym sporym budynku gastronomicznym. Mogliśmy tu dostać kebaba, mini pizzę, piwko, kanapki i sałatki. Obok rozłożyła się także bardzo klimatyczna budka ze świetnym jedzeniem rodem ze średniowiecza. Wszystko to jednak odstraszało astronomicznymi cenami (przynajmniej mnie - skąpca z Krakowa). Dla fanów gorących atrakcji odbył się fire show. Po tak owocnym dniu z chęcią położyłbym się spać, ale czekał mnie jeszcze LARP, który prowadziłem od 2 do 6. W tym miejscu pozdrawiam moich graczy, którzy byli o trzy osoby od przeżycia ;-).

Dzień drugi - potop Polski


Jak udało mi się dowiedzieć, pierwszego dnia zakredytowało się ok. 16 tysięcy ludzi. Następnego szybko dobito do 20... i stanowczo było to widoczne. Poprzednio w czteropaku dało się bez problemu dotrzeć w każde miejsce. Teraz było tam jak w hali wystawowej, czyli przeciskanie się i metr kwadratowy na człowieka :-). Tego dnia znów odwiedziłem kilka atrakcji. Sporo się działo na festiwalowej scenie, choćby prelekcja z pięcioma Youtuberami: Maciej "Czarny" Kozłowski, Tomasz Drabik, Jakub "Dem" Dębski, Kamil Popielski, Agata Rutkowska, Maciej Makuła. Publiczność mogła zadać im kilka pytań, a prowadzący starał się wyciągnąć z nich jak najwięcej informacji o tajnikach youtube'owego światka.
W sobotę można było także zgarnąć kilka autografów pisarzy. Pilipiuk, Kossakowska, Ćwiek i wielu innych, do których stały kilometrowe kolejki! Ale przecież warto, czyż nie? Dało się też zauważyć jeszcze większą ilość przebranych ludzi. Na uwagę zasługiwał choćby ork z Warhammera 40k, który nie tylko miał świetny strój, ale także wspaniale odgrywał swoją rolę strasząc ludzi :D. Był świetny! Jednym z punktów kulminacyjnych był konkurs cosplay o nazwie Maskarada. Poziom był różny. Przyzwyczajony jestem raczej do mangowych wydań konkursu cosplayowego, więc uderzało mnie niedopracowanie części strojów. Mimo tego starałem się świeżym okiem patrzeć na uczestników. Było wiele niesamowitych strojów, które zapierały dech w piersi, odegrano scenki, nieprawdopodobnie oddawały klimat cosplayowanego serialu/gry/anime/inne (choćby scenka z Wiedźmina!). Były też prezentacje wywołujące konsternację i długo po nich zastanawiało się, czy to miało tak wyglądać, czy może była to totalna klapa (tańczący biały smok...). Na scenie zawitało aż 5 Iron Manów i niezliczona ilość Kapitanów Ameryka obojga płci. Niestety znów nie udało mi się zostać do końca, gdyż drugi
(prowadzony przeze mnie) LARP zaczynał się o 16:00. Podobno był wyjątkowo udany, ale tym krwiopijcom i tak nie można ufać ;-). Jak zwykle wieczorem udałem się do hali gastro, gdzie zostałem później złapany przez swoich graczy. Naprawdę niesamowicie miło mi było słuchać ich pochwał, nawet jeżeli uważam, że nie były w pełni zasłużone, ale dzięki! To ogromnie motywuje do dalszej i cięższej pracy :-). Drugiego dnia udało mi się także znaleźć „Mangowe Getto" jak to niektórzy nazywali, czyli małą salkę tematyczną o mandze i anime. Mimo kartek, a nawet banneru, nie było łatwo jej znaleźć. Dla tych, którzy jej nie widzieli informacja: była w hali sypialnej na samym końcu. Tekst wieczoru? „Zaraz będzie ciemno! Zamknij się!"

Koniec maratonu


Królem dnia trzeciego zostały promocje u wystawców, różne wyniki losowań i konkursów i wszechobecne pakowanie. W niedzielę festiwalową nie szukałem już ciekawych prelekcji, ale takie były. Dowiedzieliśmy się także z komunikatu megafonowego, że było 24 tysiące uczestników. Niesamowita liczba! Jeszcze trochę i dogonimy Comic Con. Jednak czy jesteśmy na to gotowi? Ten rok pokazał mi, że organizatorzy powinni zwiększyć ekipę i wynająć jeszcze więcej budynków, żeby się pomieścić i żeby to wszystko ogarnąć. Od strony zwykłego zjadacza chleba vel uczestnika, była to impreza, którą ocenić inaczej niż na 10 się za bardzo nie da. No, może odjąłbym punkt za łazienki, których nie nadążano sprzątać, brak prądu w hali sypialnej, zepsucie się kilku pryszniców i za (miejscami) mało sympatyczną obsługę. Nie ma jednak innej imprezy o takim zasięgu jak Pyrkon. W swojej klasie jest najlepsza i ciężko byłoby ją przebić, nawet gdyby powstała druga - podobna.

Mały apel


Ludzie! Przywoźcie ze sobą swoje własne leki! Jest to apel do uczestników od medyków, którzy nie są w stanie zapewnić Wam wszystkim medykamentów na każdą okazję. Było nas 24 tysiące!

Organizatorzy Pyrkonu! W roku 2015 proszę Was ja osobiście, a myślę, że wiele osób się pod tym podpisze, o następujące rzeczy:

Po pierwsze, większe sale prelekcyjne dla ludzi mających dużą ilość chętnych. Na przykład dla autorów...

Po drugie, więcej pryszniców, gżdaczy i reszty obsługi oraz co najmniej jeden dodatkowy budynek.

Po trzecie, kostki 8 ścienne :-). Za 6 lat zebralibyśmy pełen zestaw kości :D.

Po czwarte, LEPSZE REKLAMY! Nie oszukujmy się. Filmiki, które nam daliście, są w porządku, ale nie na ten format imprezy... O wannowej nie będę nawet mówił. Po prostu zróbcie te filmiki bardziej profesjonalnie ;-).

A gdzie pojawimy się następnym razem? Obserwujcie naszą stronę i fanpage! A.

PS. Pełną galerię znajdziecie na naszym Fanpage. Bezpośrednie linki do konkretnych galerii są TUTAJ.




Ocena: 10/10
Tagged Under