Konwenty Południowe - Relacja: Bunkier 2034 - Dziennik Orelovej - Ven

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Powierzchnia? To tylko marzenie, sen, opowieści stalkerów. Całe swoje życie spędziłam w moskiewskim metrze, na stacji Timirjazewska. Nigdy stąd nie wychodziłam. Być może dlatego, ponieważ się bałam. Za to mój ojciec Wiktor uczestniczył w wielu ekspedycjach, nie chciał tak łatwo się poddawać. Pewnego dnia nie wrócił, a po nim pozostało mi tylko kilka rzeczy, takich jak podniszczony paszport, kilka ubrań, hełm oraz broń.
Nazywam się Anna Orelova. Jestem felczerem. Opowiem Wam historię, która zmieniła moje życie na zawsze. 

~~

10:00
Wszyscy mieszkańcy zostali zwołani do „Świetlicy”, gdzie znajdował się nasz posterunek. Było tak tłumie, że każdy z nas mógł mieć problemy z oddychaniem. Okazało się, że na naszą stację przybyli żołdacy. W dodatku nie byle jacy żołnierze, ponieważ przybyli aż z Polis. Ukryłam się za plecami popa. Nigdy nie grzeszyłam odwagą. Rada zadecydowała o wpuszczeniu ich na naszą stację. Już czułam, że wynikną z tego ogromne kłopoty...

10:14
Do lazaretu wpadło kilku strażników. Prowadzili jednego z mieszkańców. Chłopaka poznałam od razu, ale widząc broń palną, wolałam się nie odzywać. Stałam z boku i tylko obserwowałam sytuację. Główny lekarz (Oh! Jaki on był przystojny!) podał mu lekarstwo na skażenie, bo jak się okazało chłopak wraz z szalonym Jegorem wyszli na powierzchnię (zazdrościłam im odwagi). Paszport młodego się odnalazł, jednak niesmak po całej sytuacji pozostał. Lazaret zaprasza.

10:21
Przystojny lekarz znowu w akcji. Tym razem sprawa dotyczyła jednej z techniczek. Od początku uważałam, że jest świrnięta i coś skrywa. Lekarz pokazał nam, że przyciąga magnes. Czyżby była mutantką? Bardzo niepokojąca sprawa. Pani chirurg wzięła kobietę w obronę, twierdząc, że ma zwyczajną spinkę we włosach. Wiedzieliśmy, że pani chirurg broni dziewczyny... Mutantka została uwolniona, ale my mieliśmy na nią oko.

11:00
Do lazaretu wpadł szef strażników wraz z chłopakiem, którego pieszczotliwie nazywałam Młotowym. Podzielili się z nami ważnymi informacjami o znikających ciałach. Kazał nam uważać na grabarza, ponieważ wielce prawdopodobnym było, że maczał w tym palce. Zalecił również uważać na to, co jemy. Sprawa zaczynała śmierdzieć na odległość. Nasze oczy ponownie uniosły się w stronę Rady. Coraz mniej im wierzyliśmy.

11:11
Jeden ze strażników zgłosił się do nas ze skargą na głównego chirurga. Okazało się, że pani chirurg odgryzła mu... penisa. Krwawił okropnie. Zaraz wzięliśmy go na stół operacyjny. Zabiegu przyszycia mechapenisa (stalkerzy ruszyli chłopakowi na pomoc i odnaleźli ten zdumiewający artefakt w tunelach) podjął się sam lekarz – przystojniacha. To jednak nie był koniec kłopotów. Odgryzienie penisa było poważną zbrodnią, bo chłopak był okaleczony do końca życia. Udaliśmy się z tym prosto do Naczelnika, który nakazał nam wykonanie odlewu zębów. Z pomocą przyszedł jeden z uczonych, pokazał nam jak dawno temu robiło się gips (dlaczego tą wiedzą nie podzielił się wcześniej?). Po wykonaniu odlewu, udaliśmy się z powrotem do Naczelnika żądając sprawiedliwości. Mogę powiedzieć tyle, że pani chirurg nie była zbyt zadowolona z takiego obrotu spraw.

12:03
Zostałam wyznawczynią Szatana. Wszystko przez jedną z felczerek oraz popa. Co się na tej stacji wyrabia?

12:36
Udałam się do kantyny, aby odpocząć od wszystkich tych dziwnych rewelacji. Spotkałam tam Elenę, córkę kupca z Hanzy. Uwielbiałam ją. Zawsze dużo wiedziała i potrafiła załatwić wiele rzeczy, które były niedostępne dla innych. Słysząc o jej problemach na szlaku (mutanty i jeszcze raz mutanty), pożyczyłam jej hełm, który pozostał mi po ojcu. Nie był mi w tej chwili potrzebny, a Elence przyda się bardziej niż mi.

12:58
Powróciłam do lazaretu. Mój przystojniacha wariuje. Odmawia leczenia żołnierzy z Polis. Nic w tym dziwnego, ponieważ leków nie mamy zbyt wiele, a oni wpadają do nas, tak jakbyśmy zamontowali w lazarecie drzwi obrotowe. Nakazuje nam, felczerom, prowadzenie badań krwi. Badaniom mają poddać się nie tylko żołdacy, ale też i mieszkańcy całej stacji. I znowu się zaczyna...

14:16
Idąc do techników z próbkami krwi do przebadania, zauważyłam dziwny plakat – Chleba i igrzysk. Od zawsze wiedziałam, że Rada ma więcej przeciwników niż osób, które ich popierają. W końcu na stacji panował głód, a od kilku tygodni nie przybyła do nas żadna karawana (oprócz Elenki i spółki, którzy siedzieli u nas już od miesiąca). Mimo wszystko, zaczęłam się nieco bać. Zawsze próbowałam zachować neutralność. Co będzie, jeśli przyjdzie rebelia?

14:43
Do lazaretu wpadłam w najmniej oczekiwanym momencie. Lekarz właśnie omawiał różne plany. Spojrzał na mnie dziwnie, ale nie kazał mi wyjść, uznał, że jestem razem z nimi. Mówił coś o przyłączeniu się Czwartej Rzeszy. I tak właśnie stałam się nazistką, chociaż nikt mnie o to nie pytał.

15:32
Profesorek zaczął ganiać po stacji z okrzykiem „idziemy bić nazistów!”, a potem spotkał nas i powiedział, że to nieporozumienie, bo sam jest z Czwartej Rzeszy. O co chodzi?

16:12
Nie rozumiejąc sytuacji, która zapanowała na stacji, postanowiłam udać się z Młotowym oraz jego przyjacielem do Mistrza Czaju. Niestety, musieliśmy wyjść ze stacji. Zabrałam broń, którą dostałam od ojca, wsadziłam do magazynku ostatnie pięć naboi i z chłopakami wyszłam. Tylko wyszliśmy za stację i zostaliśmy zaatakowani. Po raz pierwszy na oczy widziałam takiego mutanta. Miał długie pazury oraz dziwne włosy. Spanikowana nacisnęłam kilka razy spust, chyba nie spudłowałam. Chłopaki dobili go młotami. Przerażona tym wszystkim, ruszyłam za nimi, aż do drzewka. Już Mistrz Czaju chciał nam zadać zagadkę, kiedy wyłoniły się kolejne mutanty. Spieprzyłam. Odechciało mi się pić herbaty.

16:32
Wróciłam na stację, ale zaraz zostałam zgarnięta. Jeden z mężczyzn skarżył się na okropne bóle w brzuchu. Opisywał, że czuje w nim ogień. Nie wiedziałam co robić, kiedy Profesorek przyprowadził mi kolejną kobietę do badania. Skarżyła się również na bóle brzucha. Nie było lekarza ani pani chirurg. W pośpiechu przejrzałam apteczkę i znalazłam krople na żołądek. Ich termin ważności był już dawno skończony jakieś piętnaście lat temu, ale nie przejmowałam się. Nalałam szybko syropu do dawki, dałam chorym do napicia się. Nie wyglądali zbyt dobrze. Cholera jasna.

16:52
Do lazaretu przyprowadzono mężczyznę z zapadniętym płucem. Zaraz pojawiła się pani chirurg. Należało operować. Zabrałyśmy się do pracy. Nigdy przedtem nie przeprowadzałam takiej operacji, dlatego słuchałam chirurg z wielką uwagą. Zaszyłam go. Mężczyzna miał odpoczywać. Wtedy do lazaretu wpadło dwóch żołnierzy. Powiedzieli, że za stacją leży bardzo ranny człowiek i może umrzeć. Chirurg nie była przekonana, ale wreszcie słysząc ich nalegania, zapakowała apteczkę i opuściła lazaret. Na koniec kazała mi doglądać mężczyznę po operacji.
Nie wiedziałam, że będzie to ostatni raz, kiedy widziałam panią chirurg.

17:23
Lekarz powiedział mi, że pani chirurg nie żyje. Zwołał wszystkich pracowników lazaretu i ogłosił się sam głównym chirurgiem, a na miejsce lekarza mianował najstarszą z felczerów. Zmiany, zmiany. Cholera. Płakać mi się chciało za panią chirurg. Wiele mnie nauczyła. To co, że odgryzła strażnikowi penisa? Czasami człowiek może się zapomnieć.

17:45
Jako, że dzisiaj był Dzień Pamięci, Rada przygotowała dla nas posiłek. Podobno odnaleźli magazyn, w którym były jeszcze konserwy mięsne. Przed posiłkiem, pop pobłogosławił jadło i dokonał obrządku, którego jedna z felczerek nazwała Dziadami (cokolwiek by to nie było). Dziwne. Przybyły duchy i powiedziały, że czai się dziwne zło. Okropne... Ale zaraz wszyscy o tym zapomnieli, bo jedzenie było ważniejsze. Podeszłam jednak do podanego nam posiłku z rezerwą. Zjadłam trochę, mój żołądek się zbuntował... Nagle zaatakowały nas mutanty. Nie wiedziałam co się dzieje. Kule świszczały nam nad głowami. Trafiony został sam Naczelnik. Szybko podeszłam do niego, aby go opatrzyć. Tak samo jak opatrzyłam matkę Igora... I szybko uciekłam na (chyba) bezpieczną stację. Tato... Proszę, ja już nie chcę dłużej tutaj być.

18:15
Sprawa dziwnych bólów brzucha powróciła. Coraz więcej chorych. W dodatku coraz więcej ciał znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Rada próbuje nam zatkać usta, robiąc loterię z fantami. Nic jednak nie odwróci naszej uwagi, że dzieje się coś niedobrego.

18:30
W Świetlicy dochodzi do przesłuchania grabarza, który wypiera się, że nie ma nic wspólnego ze znikającymi ciałami. Jeden ze stalkerów przyznaje, że w kantynie bez problemu mógł sprzedawać mięso mutantów. Chciało mi się rzygać. Od dawna jem zarażone mięso?!

19:00
Przez jakiś czas siedziałam w pokoju stalkerów. Lubiłam słuchać opowieści głównego stalkera. Kiedy opowiadał mi o powierzchni, całkowicie odpływałam. Zapomniałam o tym, co się działo na stacji. Taka mała chwila zapomnienia. Niestety, kiedy otworzyłam oczy, koszmar nadal trwał. Mężczyzna tylko spojrzał na mnie. On nie mógł nawet walczyć z mutantami, bo został rozbrojony. Nie wiedziałam nawet dlaczego i nigdy się tego nie dowiedziałam...

20:00
Kiedy wyszłam z kantyny, złapała mnie Arletta. Potrzebowała jakiegoś zbrojnego. Pokazała mi, że ma kilka nabojów. Nigdy nie byłam zbyt odważna, ale skusiła mnie propozycją „obłowienia się”. Ruszyłam do lazaretu. Zabrałam swoje rzeczy, włożyłam naboje do magazynka. Odebrałam od Eleny swój hełm. I ruszyłam z Arlettą. Jak najdalej.

20:32
Obie ruszyłyśmy poza stację. Szłyśmy za trójką żołnierzy. Za nami podążał również Igor ze swoim misiem Arturkiem. Szalony chłopak chyba też rozumiał, że coś się dzieje. W trójkę schowaliśmy się za beczką, kiedy żołnierze otworzyli jedne z drzwi. Zamarłyśmy. Krew pociekła nam z oczu oraz z nosa, na chwilę straciłyśmy przytomność. Kiedy odzyskaliśmy ją, zaczęliśmy wrzeszczeć jak opętani i wróciliśmy na stację.

20:42
Razem z Arlettą siedziałyśmy w kantynie. Próbowałyśmy się uspokoić. Nie wiedziałyśmy co takiego zobaczyłyśmy. Najstarszy z metra zaczął nam opowiadać legendy o Wielkim Czerwiu. Może to był właśnie on? Nie wiedziałyśmy...

20:52
Ruszyłyśmy jeszcze raz. Odwaga Arletty mnie inspirowała. Nie chciałam już dłużej siedzieć w lazarecie. Znudziło mi się tam. Teraz liczyło się rozwiązanie sprawy z dziwnym potworem... Po mężczyźnie pozostały tylko spodnie. Zaczęliśmy zwiedzać korytarze. Arletta znalazła odgryzioną dłoń. Okropne.

21:21
Znowu nic. Znowu kantyna. Podsłuchałyśmy rozmowę, że kolejna ekspedycja wybiera się na poszukiwanie stwora. Spojrzałyśmy na siebie z Arlettą i wiedziałyśmy, że wybieramy się razem z nimi.

21:42
Spotkałyśmy go. Arletta zdążyła zrobić mu zdjęcie... Poczułyśmy się dziwnie. Ja chwyciłam za swoją broń i zaczęłam strzelać do wszystkich. Trzech żołnierzy padło na ziemię, ja również. Jeden z medyków podszedł do mnie i mnie opatrzył. Arlettę wzięłam pod rękę i wycofałyśmy się na stację, prosto do lazaretu.

22:00
Jeden z kupców postawił mi herbatę. W kantynie siedziała również Elena. Zaczęłam rozmawiać z nią na temat Czerwia. Arletta pokazywała wszystkim potwora, który czaił się poza granicami naszej stacji. Elena pomyślała przez chwilę, co mogło być powodem naszego dziwnego zachowania. Poradziła nam, abyśmy udały się do jej ojca, który handluje specjalną folią. Być może folia ocali nasze umysły. Być może.

22:15
Ojciec Eleny zgarnął nas do łazienki. Nie chciał, aby ktoś podsłuchiwał naszej rozmowy. Kazał podpisać mi umowę na darmowe leczenie dla siebie i swojej rodziny, gdyby coś się im stało. Przystałam na taką propozycję, bo byłyśmy w patowej sytuacji. Nie chciałyśmy odpuścić Czerwiowi. Dostałyśmy folię. To była nasza szansa.

22:45
Zebrały się dwie grupy: żołnierzy oraz stalkerów. Wraz z nimi pojawili się członkowie Rady, byli ubrani w czarne szaty. Stalkerzy prowadzili też jednego z jeńców, który miał przyczepiony do siebie ładunek wybuchowy.
Obie ruszyłyśmy za grupą stalkerów. Doszliśmy do miejsca, w którym po raz ostatni widzieliśmy Czerwia. Przycupnęłyśmy w bezpiecznym miejscu. Czekałyśmy na to, co się wydarzy.
Przyjdź Czerwiu, przyjdź...
I przyszedł. Wielki. Okropny. Czerw pożarł swoją ofiarę. Wycofaliśmy się na bezpieczną odległość...
Wszędzie rozbryzgało się okropne, czerwone mięso. Nawet i ja byłam ubabrana krwią Czerwia. To był jednak jego koniec.

24:00
Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Siedziałam w kantynie. Zjadłam kolejną rację, którą przekazała mi Arletta. Popijałam herbatę, którą znów postawił mi jeden z ochroniarzy kupców Hanzy. Wiedziałam już, że nie wrócę do lazaretu. Tylko kim się stanę...?

1:00
Kto był żyw i zdrów, przybył do Świetlicy. Nastał ostateczny porachunek z Radą. Okazało się, że przez tyle lat karmili nas ludzkim mięsem. Byliśmy fabryką mięsa. Naczelnik został zabity. Wszyscy z Rady zostali zabici. Zaczęło się głosowanie, dokonano przewrotu. Niektórzy ruszyli do Polis. Ja zostałam.

5:00
Nazywam się Anna Orelova. Kiedyś byłam felczerem, teraz jestem stalkerem.

Tagged Under