Munchkin Lista Skarbów

munchkin lista skarbowGry planszowe i karciane często można ocenić już po zawartości pudełka. Oczywiście nie zawsze jest to ocena trafiona, niemniej wyrabiamy sobie jakieś zdanie poprzez walory estetyczne poszczególnych elementów danego dzieła lub ich ilość. Co jednak w wypadku, kiedy małe pudełeczko z kartami grzechocze przy potrząśnięciu, a po otwarciu wypada zaledwie dwadzieścia druczków i niewielkich rozmiarów instrukcja? Mowa tu o grze „Munchkin Lista Skarbów”, inspirowanej prostą karcianką o nazwie „List miłosny”.

Pierwsze wrażenie? Czy gra składająca się z szesnastu kart (pozostałe cztery to skrócone instrukcje i ściąga z kartami oraz dodatkowo jedna do normalnego „Munchkina” jako gratis) może być w ogóle grywalna? Otóż może. Po zapoznaniu się z zasadami z małej książeczki w formacie karcianym okazuje się nieco bardziej skomplikowana niż by się mogło wydawać, pozostając jednocześnie zrozumiałą. Widać tu rzeczywiście podstawowe mechaniki z „Listu miłosnego”, jednak są one dosyć uproszczone.

Sama rozgrywka trwa od 3 do 5 minut, jednak nie kończy się na jednej partii, gdyż zabawa polega na zbieraniu punktów i tak naprawdę można grać choćby i godzinę. Wszystko zależy od wyznaczonego progu zwycięstwa. Nie zaznamy tu też zbyt wielu elementów taktycznych, a sam przebieg gry jest raczej losowy, ponieważ na ręce mamy zaledwie dwie karty, z czego jedną należy użyć.

Celem zwycięstwa jest posiadanie pod koniec partii karty z najwyższą wartością, jednocześnie nie będąc pod wpływem efektu „utrata rundy”. Jedna partia składa się z trzech do pięciu tur (w zależności od ilości graczy) podzielonych na trzy etapy każda. Pierwsza część to wyciągnięcie jednej karty ze stosu, następnie zagranie jednej z dwóch kart z ręki oraz rozpatrywanie ich efektów, zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Zbierając to wszystko do jednego wora i dorzucając cenę, mogę spokojnie powiedzieć, że „Lista Skarbów” plasuje się na granicy opłacalności. Przyznaję, że po ośmiu partiach (po cztery w trzy i czteroosobowym składzie), wciąż się nie nudziliśmy, a dodatkowym plusem były sympatyczne rysunki Kovalica, jak z podstawowej wersji „Munchkina” oraz znany wszystkim fanom specyficzny humor serii. Nauka gry zajmuje kilka-kilkanaście minut, a grać można w każdym miejscu i czasie. Jak widać, wychodzi całkiem pozytywnie. „Munchkin” ponownie daje radę!

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies). Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Cookies, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.