Konwenty Południowe - Recenzja książki: Maria Krasowska - „Banda niematerialnych szaleńców”

Banda niematerialnych szaleńców

Maria Krasowska - „Banda niematerialnych szaleńców”

sqnWydawnictwo: SQN
Liczba stron: 384
Cena okładkowa: 36,90 zł

„Według niego mucha na pewno była pluskwą, za rogiem czaiły się uzbrojone siły wroga, a każdy napój miał w sobie dodatek trucizny”.

Danny Moon miał to nieszczęście, że urodził się w bogatej rodzinie. Mógł podróżować z rodzicami i zwiedzać świat, od swoich znienawidzonych guwernantek uczyć się wielu nietypowych rzeczy (takich jak jazda konna, język japoński czy migowy) i jeść tony uwielbianej przez niego gorzkiej czekolady. Podczas jednych zajęć z guwernantką Danny posunął się za daleko i za karę został wysłany do wujostwa i pięciu kuzynek do Polski. To tam na poddaszu domu spotkał ducha pirata, poznał zasady działające „po drugiej stronie” i wpakował się w ogromne tarapaty. Po dłuższej znajomości z niematerialnym kompanem postanowił wprosić się na urodziny pięćsetletniego ducha i włamać do banku. To był pracowity tydzień Danny’ego i jego kuzynki Anety…

Książki tworzone przez polskich pisarzy są zawsze ciekawą odskocznią od szeroko rozpowszechnionej amerykańskiej literatury. Maria Krasowska jest młodą, początkującą autorką, która napisała całkiem dobrą powieść. Akcja jej książki rozgrywa się w stolicy naszego kraju. Prozaiczka posługuje się lekkim i prostym językiem, dzięki czemu z łatwością może trafić do odbiorców – osób w wieku około 12-16 lat. „Banda niematerialnych szaleńców” nie jest przy tym infantylna i nie obraża swoją prostotą starszego odbiorcy, tak więc i oni mogą z przyjemnością oddać się lekturze. Książkę czyta się przyjemnie i szybko. Jest to zasługa stylu autorki, jak i mnogości wydarzeń w niej zawartych. Akcja mknie do przodu i nawet nie spostrzegamy, kiedy spotkanie jednego ducha wplątuje głównego bohatera w spisek, by na końcu doprowadzić do starcia z tajemniczym mężczyzną w garniturze. Akcja tak naprawdę nigdy nie zwalnia, a napięcie i ciekawość towarzyszą nam przez cały czas. Pomimo wielu wydarzeń fabuła jest utrzymana w ryzach, a każde działanie bohaterów jest czymś motywowane, ma swoje przyczyny i skutki. Prosta fabuła została dopracowana w detalach. Szczególnie podobała mi się idea świata duchów, którą przedstawiła autorka. Po przeczytaniu „Bandy niematerialnych szaleńców” mogłabym spokojnie opisać ten świat ze wszystkimi zaletami i wadami, wskazać kilka zwyczajów duchów oraz opisać wielu ich przedstawicieli. Wśród istot niematerialnych znajdziemy również postacie, które polubimy od samego początku, a to dzięki ich różnorodności. Duchy pochodzą z różnych epok, z odmiennych warstw społecznych, posiadają rozmaite maniery i wartości.

Autorka nie ustrzegła się jednak kilku błędów. O ile świat duchów wydaje się być dopracowany, tak rodzina Anety i Danny’ego sprawia wrażenie bardzo papierowej, jednowymiarowej. Jej członkowie pojawiają się, kiedy są autorce potrzebni, i znikają w sytuacjach, w których mogliby skomplikować fabułę. Nasi bohaterowie muszą poprosić o pozwolenie na wyjście z domu, ale jednocześnie rodzice ze spokojem pozwalają swoim czternastoletnim dzieciom prowadzić samochód, włamywać się do banku i skakać po pociągach – trochę to nieautentyczne. Rozumiem, że mam styczność z fikcją i literaturą fantasy, ale doza realizmu nie zaszkodziłaby tej powieści.

Autorka „Bandy niematerialnych szaleńców” wykreowała bardzo przyjaznych bohaterów, którym kibicujemy i trzymamy za nich kciuki, niemniej jednak obdarzyła ich za dużym łutem szczęścia. Miałam wrażenie, że za co bohaterowie się nie wezmą, zawsze się im to uda. Nie było w książce chyba żadnej sytuacji, kiedy to Aneta i Danny musieli używać planu B. Ostatnim moim zarzutem w stronę autorki są niedyskretne tytuły rozdziałów. Po ich przeczytaniu wiedziałam mniej więcej, co stanie się na najbliższych kartach książki. Tytuły są bardzo dosłowne i w pewien sposób streszczają akcję. Czasami było to trochę rozczarowujące.

O wiele łatwiej wytyka się błędy, ale prawda jest taka, że jest to całkiem dobra książka, która może wciągnąć młodszych czytelników na dobrych kilka, kilkanaście godzin. Lektura jest przyjemna, pełna humoru, akcja w niej wartka, a bohaterowie mili – przynajmniej większość z nich. Poza wiecznym fartem głównych postaci nie było w „Bandzie niematerialnych szaleńców” niczego, co by przeszkadzało mi w czytaniu i miłym spędzaniu czasu. To całkiem przyjemne „endorfinowe combo”.

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.