Konwenty Południowe - Recenzja książki: Rafał Dębski - „Kiedy Bóg zasypia”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

kiedybogzasypia

Rafał Dębski - „Kiedy Bóg zasypia”

fabryka slowWydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 399
Cena okładkowa: 38,99 zł

W historii Polski niewiele jest tak interesujących dla pisarzy i czytelników okresów, jak rządy dynastii Piastów, a zwłaszcza sam ich początek. Chrzest Polski i początek silnej ekspansji nowej wiary na ziemiach kraju, w którym wcześniej rządzili słowiańscy bogowie stał się inspiracją do poszukiwania w tym fakcie przejścia wykraczającego poza politykę i stosunki pomiędzy państwami ościennymi. Motyw walki pomiędzy starą wiarą a nową, demonami a jedynym bogiem chrześcijan, ludzi, którzy są jedynie igraszką w rękach ścierających się potęg nie jest znowu tak rzadki, trudno było mi więc spodziewać się jakiejś świeżości po „Kiedy Bóg zasypia” Rafała Dębskiego. Mimo to, opis był zachęcający – postanowiłam więc dać jej szansę.

Mieszko Drugi nie był najlepszym władcą, jednak jego przyboczni nie spodziewaliby się, że odwiedzający pragnącego samotności byłego króla Przemko Łabędź, będący przecież zaufanym na dworze, okaże się posłańcem śmierci. Młody giermek Cieszko i tysięcznik Rigbert odkrywają jednak przy zwłokach krzemienny nóż – jasny znak, że morderstwo wykonano na zlecenie i za sprawą żerców. W pozbawionym władcy kraju szybko szerzy się chaos, co chętnie wykorzystują Czesi, planując najazd już nie tylko na granice polskie, ale też książę Bolko, oddalony z dworu jako ten, który nie będzie nigdy w stanie podołać zadaniu przejęcia władzy po ojcu. To ten drugi poprowadzi do boju armię, o której zwykłi ludzie śnili może czasem w najgorszych koszmarach – strzyg, upiorów, wampirów, wilkołaków… Przy tym sam stopniowo zatracając własne człowieczeństwo. Gdzieś wśród tego chaosu zaś, wykopawszy skazanego na śmierć ukochanego z grobu i tchnąwszy w jego ciało życie na nowo, wędruje ze swym brzemieniem słowiańska boginka. Czy ożywieniec, przypominający bardziej trupa już niż człowieka, będzie w stanie nadal darzyć ją uczuciem?

Książka Dębskiego to kawał dobrej, mrocznej opowieści, zawierającej wszystkie te elementy, które w legendach słowiańskich mogły być choć trochę przerażające, zwłaszcza gdy opowiadano je po zmroku. Jest to historia bardzo brutalna, od pierwszych stron wrzucając czytelnika w scenę krwawej ofiary, ożywienia umarłego i profanacji świętych symboli. Jest też skonstruowana w taki sposób, by podtrzymać zainteresowanie i rozwinąć je w fascynację opowiadaną historią, zwłaszcza w jej bardziej ponurych momentach – stronice książki roją się bowiem od odszczepieńców, zdrajców, morderców i wyklętych, po obu stronach barykady. Czy jednak można mówić o tylko dwóch? Kraj pozbawiony władcy, z dziedzicem, którzy sam stał się przeklęty i to wcale nie bez powodu, prowadzącym na stolicę armię nieumarłych, to tylko tło dla wielu pomniejszych wydarzeń i dramatów. Miałam początkowo problem z odnalezieniem się w akcji i zrozumieniem, kto jest kim i dlaczego (nawet pomimo obecności w niej postaci historycznych), autor nie bawi się bowiem w ekspozycję, stawiając za to na dynamizm opowieści – nie ma jednak co się zniechęcać, wszystkie szczegóły szybko wskakują na swoje miejsce.

Najbardziej zaciekawiła mnie historia czarnowłosej boginki, która przywróciła do życia swego ukochanego – zresztą ukaranego śmiercią za związek z nią – i wyruszająca z nim w drogę w celu znalezienia odpowiedzi na trapiące ją pytania. Ożywieniec żywi się krwią, nabiera sił – ale nie wypowiada ani jednego słowa. Ona zaś stopniowo traci moc… Wątpliwości przybywa, wszyscy napotkani zdają się znać rozwiązanie, ale ich słowa nie są dla kobiety jasne. Losy tej pary pozornie nie wiążą się w żaden sposób z bitewną zawieruchą ogarniającą ziemie polskie, stanowią za to dla niej intrygujący przerywnik, przy okazji nakreślający pewne prawidłowości, którymi rządzi się świat opowieści. Nie mam jednak żadnych zastrzeżeń odnośnie żadnej z postaci w „Kiedy Bóg zasypia” – są one skonstruowane z odpowiednią dbałością o szczegóły, rozmaitością charakterów, motywacji, zachowań, a nawet stylów wypowiedzi poszczególnych bohaterów. Jest to tym bardziej warte wspomnienia, że tych jest w książce dość dużo – choć częścią z nich nie przyjdzie nam się nacieszyć długo.

„Kiedy Bóg zasypia” to powieść o naprawdę gęstym, mrocznym klimacie, który z postępem akcji tylko jeszcze bardziej przybiera na sile. Wielbiciele motywów słowiańskich i pogańskich odnajdą się tu bez problemu, ci poszukujący ciekawostek z gatunku historii alternatywnej – również. Dzieło Rafała Dębskiego to kawał dobrej rodzimej fantastyki – w pełnym znaczeniu tego sformułowania. Czy książka ma wady? Ależ oczywiście. Problemem mogą dla niektórych stać się dłużące się sceny poruszające problemy polityczne, wrażliwszemu czytelnikowi mogą nie przypaść do gustu bardziej krwawe sceny. Dla mnie jednak nie stanowiło to przeszkody, książkę polecam z czystym sumieniem.