Konwenty Południowe - Recenzja książki: Jacek Komuda - „Jaksa”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

jaksa

Jacek Komuda - „Jaksa”

fabryka slowWydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 400
Cena okładkowa: 39,90 zł

Ostatnimi czasy obserwuje się na polskim rynku wydawniczym narastającą popularność motywów szeroko rozumianych jako słowiańskie. Współcześni nam twórcy coraz częściej sięgają po inspirację do starych rodzimych legend i bajań, często stawiając je niejako w opozycji do fantastyki zachodniej. I chociaż sama słowiańszczyzna w fantastyce nie jest niczym nowym, dopiero od niedawna mamy z nią do czynienia w takim natężeniu – być może nareszcie przestajemy się wstydzić tego, co swojskie, zauważamy, że nasze klechdy i mity nie są w niczym gorsze od tych, które powtarzano na wyspach? Oto „Jaksa”, ostatnia powieść Jacka Komudy.

Kim jest tytułowy Jaksa? Najbardziej poszukiwaną osobą w całej Lendii, kraju ogarniętym pożogą wojny z barbarzyńskimi Hungurami. Ojciec Jaksy, rycerz Miłosz, jak wielu innych wziął udział w decydującej bitwie na Rabym Polu – i, także jak wielu innych, został zmuszony do złożenia hołdu Gormowi Ust Duumowi, hungurskiemu kaganowi, wielkiemu wodzowi najeźdźców. W przeciwieństwie jednak do pozostałych, tylko udał uległość, a kiedy władca odwrócił się plecami, Miłosz zadał mu skrytobójczy cios sztyletem. Ten akt heroizmu nie został jednak doceniony – cały ród okrył się hańbą. Obecnie na Jaksę, jedynego dziedzica rodu, polują wszyscy: nie tylko Hungurzy, chcący pomścić władcę i przypodobać się jego synowi, ale również dawni towarzysze broni ojca, których uwiera plama na honorze – a nawet zwykli chłopi, spragnieni nagrody za głowę wyrostka. Chłopcu przyjdzie dorastać w ciągłym strachu: pogoń nigdy nie ustaje, wokół swoje ściera się z obcym (i przegrywa), zaś nowe ze starym. Kiedy wyznawcy Jedynego zostają niemal wybici do nogi, kiedy prosty lud, pozbawiony ochrony przed nadprzyrodzonymi potwornościami przemierzającymi dzicz w poszukiwaniu krwi, wraca do wyznawania starych bogów…

Jedna rzecz, którą trzeba powiedzieć od razu, to to, że „Jaksa” nie jest powieścią, a zbiorem sześciu opowiadań, luźno powiązanych osobą tytułowego bohatera, którego na dodatek nie uświadczymy wiele, przynajmniej w pierwszych czterech z nich. Losy osieroconego chłopca, który wyrasta na zgorzkniałego, owładniętego pragnieniem zemsty wojownika dzieją się gdzieś w tle – na pierwszym planie pozostają zaś rozmaici bohaterowie epizodyczni, którym przyjdzie walczyć o życie (i ginąć w paskudny sposób) w rozdartym królestwie.

Ci wykreowani są w sposób mocno powierzchowny, by nie powiedzieć – szczątkowy. Mają może jakieś swoje motywacje, każące im zachowywać się w taki, a nie inny sposób, jednak indywidualne cechy, które mają decydować o ich wyjątkowości przepadają wśród ogółu tych, które są dla nich wspólne. Kłamliwi, zapalczywi, mściwi, ogółem niesympatyczna zgraja – wszyscy jednakowi. Może za wyjątkiem Hungurów, jednak i ich na tle całości wyróżnia jedynie szczególna brutalność.

Właśnie – brutalność. Tej w książce Jacka Komudy nie brakuje. Uświadczymy tu wszystkiego – nabijania na pal, wypruwania trzewi ciężarnym, gwałtów (na szczęście nie epatujących zbytnią dosłownością), a nawet podkarmiania wielbłądzimi odchodami. Lektura „Jaksy” zdecydowanie nie jest dla czytelnika o słabych nerwach albo wrażliwego. Za to miłośnicy mocnych wrażeń stanowczo znajdą tu coś dla siebie – brutalne, dynamiczne opisy starć, niezłe, charakterne dialogi i wartka akcja to cechy, które zdecydowanie mogą się tu podobać. Zawdzięczamy to przede wszystkim świetnemu, gawędziarskiemu stylowi Jacka Komudy. Autor znakomicie steruje rytmem i tempem tekstu, dodając mu dynamiki za pomocą krótkich, urywanych zdań i wykrzyknień. Sprawia to, że czyta się niezwykle płynnie, lektura wciąga, a chociaż ma swoje wady, ciężko się od niej oderwać.

Lektura „Jaksy” zajęła mi jeden wieczór i nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że żałuję poświęconego jej czasu. Swojski klimat państwa u początków chrześcijaństwa, surowego, brutalnego i bezlitosnego świata wciąga – i chociaż nie jest to historia, która zdumiewałaby zawiłością albo nagłymi zwrotami akcji, czytało się przyjemnie.

Tagged Under