Kolejna edycja letniego konwentu Ryucon już za nami. Jak zawsze odbył się on w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 7 w Krakowie. Konwent budzi duże zainteresowanie wśród uczestników i jest przez nich licznie odwiedzany. Co sprawia, że Ryucon cieszy się takim uznaniem? Czy warto przyjechać dla niego do Krakowa? Po odpowiedzi na te, a także inne pytania zapraszam do rozwinięcia i życzę miłej lektury.

Ryucon rozpoczął się w piątek, o godzinie 16:05 zostały otwarte dwa wejścia i akredytacja sabat akredytkaruszyła pełną parą. Główne wejście było przeznaczone dla wszystkich poza osobami z biletami silver i gold. Przy akredytacji otrzymaliśmy standardowy zestaw, tzn. informator, opaskę oraz identyfikator na ładnej smyczy. Uczestnicy VIP musieli się udać do wejścia bocznego, przygotowanego specjalnie dla nich. Prócz standardowego zestawu otrzymali dodatkowo koszulkę oraz kubek konwentowy. Przed szkołą zebrał się spory tłum, ale szybko się zmniejszał, akredytacja działała sprawnie.


Baza wypadowa


Jak zawsze punktem zaczepienia jest nasz własny kącik, jaki stanowi kawałek podłogi – czy to w sleeproomie, czy na korytarzach. I brońcie go wszystkie siły świata, choćby nie wiem co nie wolno go tknąć. Tak więc udałem się do sali 104c i zająłem swoje miejsce. Napompowałemsabat spanie materac, obok położyłem śpiwór w celu zarezerwowania miejsca dla znajomych (3 miejsca łącznie z moim) i wyszedłem. Jednak gdy wróciłem do sali, czekała tam na mnie niemiła niespodzianka. Moje rzeczy zmieniły swoje miejsce, „dostały nóżek”, a „sprytny” uczestnik myślał, że właściciel się nie zorientuje. Szczyt chamstwa i bezczelności. Po krótkiej i burzliwej dyskusji odzyskałem plac. I nie chodzi tutaj o to, że musiałem koniecznie być w tamtym narożniku, tylko o sam fakt wywalenia czyichś prywatnych rzeczy. Skoro nie ma właściciela w sali, to je przesunę… Tak się nie robi! Ta sama osoba próbowała później przesunąć rzeczy innego uczestnika pod jego nie obecność, ale w sleeproomie było już więcej konwentowiczów i odpowiednio zareagowali. Chwała Wam za to!  Najśmieszniejsze jest to, że była to osoba z innego portalu, ale nie wypada mi tutaj podawać nazwisk. Ostatecznie okazało się, że jest sleeproom dla mediów, więc tam się przeniosłem, bo nie miałem ochoty na dalsze spory.


Panele, atrakcje i coś o cosplayu.


Z racji wysokiej temperatury, jaka panowała w szkole, i braku świeżego powietrza nie miałem sabat demzbytniej ochoty na siedzenie w salach prelekcyjnych, ale sądząc po frekwencji, panele musiały być ciekawe. Sam byłem na dwóch, pierwszy był o „Boku no Hero Academia” prowadzony przez Duo (Anime24.pl). Panel został przeniesiony z piątku z godziny 20 na sobotę na godzinę 18. Jak zwykle rzeczowo, zabawnie i na temat – prelegenci znają się na rzeczy i warto odwiedzać przygotowane przez nich atrakcje. Kolejny był w cali 006c, „Gimby nie znajo…” prowadzony przez Ewę Cousland. Odbył się w  godzinach od 23:00 do 1:00 w sobotę – idealny panel na ten czas. Miałem też chęć pójść na spotkanie z Demem (Jakub K. Dębski), ale niestety spóźnił się i czas jego wystąpienia przesunął się o dwie godziny.
Ciekawym elementem Ryuconu jest motyw przewodni konwentu, jakim jest szkoła. Podczas trwania imprezy mogliśmy uzyskać punkty, które były potrzebne, abyśmy mogli dostać się na wymarzoną uczelnię. Moją była Wyższa Szkoła Wojskowa Wyspy Ryudo – próg 60 pkt. Punkty zdobywaliśmy na kilka różnych sposobów. Pierwszy to wykonanie specjalnych zadań, jakiesabat matura otrzymywaliśmy w pokoju nauczycielskim. Kolejka po zadania była spora, a ich forma dość ciekawa i angażująca czasami po kilkanaście osób. Maksymalnie za wykonanie zadań mogliśmy tutaj zebrać 20 pkt. Kolejnym sposobem było zaprezentowanie nienagannego stroju ucznia, którego wzór organizatorzy konwentu przedstawili wcześniej na stronie wydarzenia (10 pkt). Liczył się również udział w turniejach, które odbywały się podczas konwentu. Jednak największą liczbę punktów można było zdobyć na konwentowej maturze, w której również wziąłem udział. Podczas matury, jak wiadomo, nie można było korzystać z pomocy, sala była pełna zdających egzamin i panowała w niej cisza, a odświętnie ubrane grono pedagogiczne pilnowało porządku. Wszystkie odpowiedzi były na końcu oceniane, punkty za nie sumowane i pierwsze 3 osoby z największą ich liczbą sabat cosplayotrzymywały nagrody, a każdy, kto osiągnął upragniony próg liczbowy, był przyjmowany na swoją uczelnię. Pierwszy raz spotkałem się z tak rozbudowaną formą atrakcji, było zabawnie i ciekawie.
Kolejnym punktem, którego nie mogło zabraknąć, był konkurs cosplay. Miło było popatrzeć na dobrze bawiących się cosplayerów. Scenki jak to scenki – jedne bardziej dopracowane, inne mniej i wymagające poprawek. To samo tyczyło się strojów, były lepsze i gorsze. Pamiętajcie, że w tym wszystkim oprócz 100% odwzorowania liczy się dobra zabawa i wysiłek włożony w pracę nad danym strojem i scenką. Oby tak dalej! Podziwiam Was i mam zamiar sam przygotować jeden strój. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.


Mały głód atakuje


Na ratunek głodnym uczestnikom konwentu ruszył bufet, który oferował pożywne jedzenie sabat jedzeniew przyzwoitej cenie: Hidamaru Sushi oraz dwa food trucki stojące na tyłach szkoły. W pobliżu placówki znajdował się sklep „Lewiatan”. Szczerze nie polecam grillowanych kurczaków stamtąd… Kto mnie widział w sobotę, ten wie. Za to z czystym sumieniem mogę polecić pizzerię „Futbolowo”, która miała ciekawe promocje i przy zebraniu większej grupy osób opłacało się kupić megapizzę.


Koedukacyjne sanitariaty


Jak zawsze poświęcę tej kwestii trochę więcej uwagi. Po pierwsze, (tutaj chyba się powtarzam) ludzie, MYJCIE się! Zadbajcie o higienę, bo tzw. Dzień Dziecka i wolne od prysznica to chyba nie jest nic miłego, zważywszy na to, że na zewnątrz jest +30˚C, a Wy biegacie przez 3 dni. To wszystko dla Waszego komfortu i zdrowia, tak więc zawsze będę to powtarzał. Owszem, higiena jest osobistą sprawą, ale na imprezach masowych zaczyna ona być też sprawą osób z naszego bliskiego otoczenia. Rozumiem, jedni mogą się wstydzić, bo prysznice nie mają kabin, nie ma w nich prywatności. Dodatkowo, jest tylko jedno pomieszczenie z 8 prysznicami, gdzie wchodzi się na przemian: raz mężczyźni, raz kobiety. Jednak tutaj chodzi też, a może przede wszystkim o mycie rąk po wyjściu z toalety. Tak, moi drodzy, nie każdy wykonuje tę z pozoru prostą czynność. Wchodząc tam, dotykacie klamek, sanitariów, gdzie bytują zarazki, bakterie, a najgroźniejszą z nich (w toaletach publicznych, skrajne przypadki) jest bakteria E.coli. Potem wychodzicie, witacie się z innymi, ściskacie, JECIE i bakterie idą dalej, a wystarczy tylko umyć ręce. Nic więcej, nic mniej. Natomiast nawiązując do porządku w toaletach, to helperzy w miarę się spisali, było mydło, ręczniki (nie wszędzie). Jedynie w niedzielę rano zabrakło papieru w kilku toaletach, co skutkowało pośpieszną migracją uczestników do innych toalet w poszukiwaniu „artefaktu”. Na szczęście w kilku jeszcze był, a jak wiadomo, w sytuacjach kryzysowych jest on cenniejszy od złota. Jednak nie narzekam, uważam, że czystość została utrzymana na dobrym poziomie zarówno w toaletach, jak i pod prysznicami.

sabat helper

 

„Jestem helperem, nie pomagam”


Pomimo ciężkiej pracy helperów, znalazło się kilku, którzy zachowywali się jak w haśle powyżej. Jeżeli jesteś osobą, która zgłasza się do pomocy tylko po to, żeby wejść na konwent za darmo i nic nie robić, odpuść sobie, psujesz opinię ciężko pracującym ludziom, którzy potrafią połączyć przyjemne z pożytecznym i dobrze się bawić. Na szczęście niezbyt pomocni helperzy to tylko wyjątki.


Tubylcy i niemiły incydent


Doszły mnie słuchy, że w sobotę po godzinie 21:00 na terenie, gdzie odbywał się konwent, wylądowały odpalone race/petardy, które zostały tam wrzucone przez kiboli. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a o nasze bezpieczeństwo zadbała ochrona, zachowując się bardzo profesjonalnie. W pierwszej kolejności ochroniarze zamknęli wyjścia, żeby nikt dla własnego bezpieczeństwa nie opuszczał szkoły. Zareagowali odpowiednio i zawiadomili policję, jednak napastnicy znali miejska dżunglę lepiej i zdołali uciec. Osoby, które musiały opuścić teren imprezy, bo miały zaplanowany transport do domu, zostały bezpiecznie odprowadzone przez ochronę na przystanek tramwajowy

 

Zachowania konwentowiczów wymagające szczególnej uwagi, czyli czego NIE robić na konwencie:

 

1) Nie ruszamy cudzych rzeczy bez pozwolenia właściciela!
2) Nie przesuwamy czyjegoś miejsca noclegowego!
3) Nie zachowujemy się jak idioci w miejscu publicznym, przynosząc złą opinię całemu fandomowi. Głównie chodzi o dziwne okrzyki uczestników w miejscowym sklepie.


Kilka słów na zakończenie


To była moja pierwsza edycja Ryuconu i jestem bardzo zadowolony, że w końcu się wybrałem. Konwent nie powalił mnie na kolana, ale dobrze się na nim bawiłem, tak jak inni uczestnicy, którzy dodatkowo chwalą go za stabilność i mówią, że podoba im się taka forma. Niektórzy narzekają, że ciągle pojawiają się te same panele, nie ma nic nowego, ale po prostu ciężko jest wymyślić panel o czymś, czego nie było i zadowolić osobę, która jeździ systematycznie nasabat ace konwenty. Dodatkowo nie zapominajmy, że są też nowi uczestnicy, nowe pokolenie, które zaczyna dopiero swoją przygodę z fandomem. Dla nich to będzie wciąż ciekawe. Ja sam jeżdżę na konwenty dopiero od 2012 roku, na niektórych niby ciągle to samo, a i tak jeżdżę. Po prostu z czasem zaczynamy przyjeżdżać na dane wydarzenie nie dla atrakcji, ale dla ludzi, którzy tam będą i jeżeli znajdziemy chwilę albo pojawi się coś nowego, to wybierzemy się na panel. Konwenty dla wielu osób to jedyna szansa, żeby spotkać swoich znajomych, którzy mieszkają na drugim końcu Polski, a przy okazji dobrze się bawić w przyjaznej atmosferze. Spotykamy się w centralnym miejscu, mamy tani nocleg, a dodatkowo zawsze możemy nawiązać nowe znajomości z ludźmi, którzy podzielają te same zainteresowania, co my. Ryucon to kolejny konwent od FunCube, na którym warto być chociażby dla samej atmosfery.

Sabat