Konwenty Południowe - Bardzo osobista relacja z IEM-u - Alch

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Rozpoczynając tę relację, mam spory dylemat jak właściwie opisać tegoroczny IEM. Był niesamowicie skrajny jeżeli chodzi o odczucia i wydarzenia, które miały miejsce na nim lub były ściśle z nim związane.

Zły początek - część nieco osobista

spodek podczas Intel Extreme Masters 2015Rozmawiając ze znajomymi cosplayerami i widząc wpisy i zdjęcia z ich fanpage'y, mogło się odnieść wrażenie, że nad przygotowaniami do tej konkretnej imprezy ciąży jakieś fatum. Różne wypadki losowe chodziły po cosplayach i ich twórcach, opóźniając stworzenie stroju. I mnie dopadł ten pech... Udało mi się dotrzeć pod spodek dopiero o 11 w piątek. Tłum jaki tam zastałem, był gigantyczny co zobaczycie na zdjęciach. Mimo to, widziałem, że jest szansa dostać się do środka bez biletu jako zwykły uczestnik. Postanowiłem sfotografować tłum na potrzeby tej relacji z pewnej wysokości by objąć ogrom ludzi czekających na wejście. Podniosłem nogę by wstąpić na murek i usłyszałem, oraz poczułem trzask gdzieś w okolicy krocza... Nie wierzyłem... Byłem już tak blisko... Dziura w spodniach była tak wielka, że nie było mowy o ukryciu jej czy zignorowaniu. Pokonany wróciłem do lokum, w którym się zatrzymałem, przebrałem spodnie na dresik do spania i wyruszyłem na miasto w celu kupienia nowych... Mój IEM, zaczął się źle. Ale mimo to, uparłem się, że następnego dnia wejdę do środka!

Poranek kolejkowy czyli ścisk, bydło i brak organizacji

mapka Intel Extreme Masters 2014Tym razem, już w pełni przygotowany na wszystko co może nastąpić, wyruszyłem do centrum Katowic. Pod Spodkiem byliśmy już o 8:30. Mimo to, kolejka sięgała ok 20 - 30 metrów... Szybkie wyliczenia dały mi pewność, że wejdziemy bez problemu. Ludzi z minuty na minutę przybywało. Porządku pilnował ochroniarz z megafonem, który ułożył w kolejce w pięknego wijącego się wężyka. W dodatku każdy kto próbował się wbić gdzieś do przodu na waleta, szybko był wyciągany i odsyłany na koniec. Miodzio. Szkoda tylko, że trwało to może do 9:30... Później ochroniarz gdzieś zniknął i wężyk widocznie zaczął się spłaszczać a kolejka grubnąć. Partyzanckie oddziały przeskakiwały między zakrtami wpychając się na początek. Jakby tego wszystkiego było mało, przez cały ten czas padał deszcz i wiał porywisty wiatr. W krótkim tempie wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki... Wspomniany wiatr nie poprawiał sytuacji. Atrakcją kolejkową były różne zawołania szybko rozprzestrzeniające się na całej jej długości. Pomagało to przetrwać kiepskie warunki. Ok godziny 10:00 zrozumiałem, że stanie nadal grzecznie w tym samym miejscu skończy się wypchnięciem na sam koniec. Podjąłem więc decyzję o przeniesienie się bliżej bray, choć nie na chama na sam początek. Była to decyzja o tyle słuszna o ile podjęta we właściwej chwili, gdyż 15 minut później tłum oszalał. Nie mam pojęcia co się właściwie stało. Usłyszałem krzyki a ludzie zaczęli pchać... Przez kilkanaście sekund nie byłem w stanie nawet nabrać powietrza w płuca a co dopiero wyciągnąć ręce z kieszeni. Ludzie krzyczeli, żeby nie pchać, ale niewiele to dało... W końcu przestali napierać, ale ścisk pozostał. Po kolejce nie było ani śladu. Następne dwie i pół godziny to był koszmar. I wcale nie przesadzam. Ludzie na zmianę pchali w różne strony, darli się i nadal w tej puszce sardynek próbowali przemieszczać się w pobliże wejścia. Chore! Jeżeli ktoś miał jakiekolwiek prblemy z oddychaniem to wcale bym się nie zdziwił gdyby stracił przytomność. Musiałem włożyć sporo wysiłku by wyciągnąć z kieszeni aparat i trzymać go nad tłumem by nie został zniszczony. Jedzenie w plecakach, jeżeli nie był to krasnoludzki chleb bojowy rodem z powieści Pratchetta, zamieniło się w dobrze wyciśniętą pastę smakową... Kilkakrotnie byłem też w powietrzu lub pod kątem 45 stopni mimo moich 90 kilo i 186 cm wzrostu... Cała sytuacja była winą nie tylko tego całego niewychowanego bydła. Organizatorzy powinni oddelegować 2 - 3 ochroniarzy, którzy kontrolowali by kolejkę. Wtedy nic takiego nie miało by miejsca.

Tłumy na trybunach Intel Extreme MastersTak światowa impreza jak IEM nie powinna dopuścić do podobnej sytuacji... O 11:30, na pół godziny przed otwarciem bram dla zwykłych uczestników, a wielkim telebimie puszczono odliczanie. Później był to stream z wybierania postaci w League of Legends. Kiedy nadesza wreszcie wyczekiwana 12 godzina, tłum zaczął napierać z taką siłą, że modliłem się by moje żebra wytrzymały. Już i tak czułem potworny ból pleców... Pół godziny walki o życie później udało mi się dotrzeć do wejścia... Wtedy było mi już wszystko jedno. Nie byłem w stanie nawet czuć radości. Było mi zimno i wszystko mnie bolało...

A w środku czekało mnie...

Pierwsze co odwiedziłem po wejściu były szatnie gdzie za dwa złocisze zostawiłem przemoczoną kurtkę. Zawiązałem sznurówki zmasakrowane przez tłum i schodkami wpełzłem piętro wyżej. Prócz zdjęć, mogę dodać, że było mnóstwo komputerów wszelakiej maści, stoiska znanych firm powiązanych ze światkiem growym i sporo gastronomii. Co krok można też było zaopatzyć się w red bulla po niebotycznych cenach (6 zł za małą puszkę...). Skierowałem swoje kroki do głównej hali gdzie nadal dwie drużyny walczyły ze sobą o miejsca w finałach w League of Legends. Większość miejsc była już zajęta. Chciałem usiąść na pierwszym wolnym, lecz osoba obok stwierdziła, że zajęte.

gracze podczas rozgrywek turniejowych na Intel Extreme Masters 2014

Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy, aż się zdenerwowałem i oznajmiłem, że jak osoba przyjdzie to może jej miejsce zwolnię. Oczywiście nikt nie przyszedł i rozgrywkę obejrzałem w całości. Poziom gry był fantastyczny. Ci ludzie wiedzieli dokładnie co robią. Nie było miejsca na błędy. Profesjonalne komentowanie w języku angielskim, oraz gigantyczne ekrany sprawiały wspaniałe wrażenie. Jestem zadowolony, że mogłem tam być i widzieć to wszystko na żywo. Tak samo jak uczestników samego turnieju. Po meczu, przeszedłem wokoło by zobaczyć całość sceny. Była podzielona na trzy części. Jedną zajmowało League of Legends i była ona największa. Pozostałe dwie przydzieloe były do turniejów CS i Starcrafta 2. W samym środku pod tym wszystkim były jeszcze stoiska Blizzarda, Asusa i kilku innych niemałych firm, oraz główne stoisko IEM-u. Prezentowane tu były najnowsze technologie. Udało mi się także zdobyć koszulkę, które zrzucane były z balkonu przez przedstawicieli Intel :-). Nawet właściwy rozmiar! Nadszedł czas by przejść się naokoło i zwiedzić wszystkie cosplay z League of Legendsstoiska, oraz zrobić zdjęcia. Było tu sporo cosplayerów przebranych głównie za postacie z League of Legends. Jakość tych strojów była mocno zróżnicowana. Wprawne oko rozróżniało profesjonalnych cosplayerów, którzy nie robią tego po raz pierwszy jak i debiutantów. Biedacy byli oblegani i każdy chcia zrobić sobie z nimi zdjęcie. Obecne były także dosyć skąpo ubrane i niebrzydkie hostessy. W tłumie uderzyła mnie ilość nieletnich. Przewagę stanowiły dzieci w wieku około 15 lat. Niestety w większości byli to niewychowani gówniarze. Wszędzie walały się śmieci, wszystkie komputery były wciąż oblegane przez te same osoby, zdarzały się drobne awantury a wszędzie gdzie coś było rozdawane za darmo, nawet jeżeli był to ołówek, ludzie zachowywali się jak wygłodniałe hieny, które znalazły truchło. Zdobyłem jeden plakat Teamu Roccat podpisany przez jego członków co przypłaciłem kilkoma ciosami w twarz i w żebra z czego conajmniej jeden był wymierzony celowo... Po tym incydencie zrezygnowałem z darmowych giftów i szerokim łukiem omijałem miejsca ich rozdawania. Kolejną rzeczą jaką mnie ubodła kiedy przemierzałem dzikie ostępy spodka był wszechobecny zapach starego potu... Czy ludzie zapomnieli już jak używa się mydła...? Około godziny 18 opuściłem teren spodka. Po tym wszystkim i po prognozie pogody zapowiadającej deszcz w niedzielę, zrezygnowałem z ostatniego dnia imprezy.

Podsumowanie

Czy będę za rok? Owszem, ale tym razem Konwenty Południowe pojadą tam jako media. Tym bardziej, że widziałem jakie osoby miały wejściówki medialne. Pozdrawiam 12 latka, którego mijałem... Współczuję ludziom, którzy musieli przeżywać koszmar tłumu przed wejściem. Dziwi mnie ogromnie, że na tak dużej imprezie jest takie bydło. Nikt nie pilnował porządku, nikt nie kontrolował tłumu, wszystkie miejsca siedzące na arenie były już zajęte zanim ludzie bez biletów weszli do spodka a i tak nikt tam nie siadał i 1/5 była pusta... Jeżeli chcecie się naprawdę dobrze bawić na IEM 2015, kupcie bilet... I zbroję z kolcami.

redakcja Konwentów południowych na IEM 2014

Pełna galeria zdjęć TUTAJ.

Ocena: 7/10

Tagged Under