Biała2Dominika Olbrych - „Biała”

oficynka Autor: Dominika Olbrych
Wydawnictwo: Oficynka
Liczba stron: 354
Cena okładkowa: 32,00 zł

Z kreacją własnego świata w książkach fantasy bywa różnie. Z jednej strony zawsze istnieje jakiś ogólny zarys tego, co chce się stworzyć i często na tym się poprzestaje, z drugiej – to szczegóły decydują o spójności i kompletności przedstawianej czytelnikowi wizji. Różny poziom pod tym względem reprezentują autorzy z większym dorobkiem, czego więc można oczekiwać po debiutantach? Chęci, pomysłu, konsekwencji w realizowaniu zamierzonego planu, wysiłku włożonego w efekt końcowy i wreszcie: ciągłej pracy nad warsztatem pisarskim. Ostatni rok uraczył nas wieloma nowościami na polskim rynku książkowym, z czego spora część była dziełami debiutantów właśnie. W obecnym ta tendencja, jakby bardziej łaskawa dla nowych autorów, wydaje się utrzymywać. Stąd też w moje ręce trafiła ostatnio „Biała” Dominiki Olbrych.


Simia nie zaznała w życiu wiele szczęścia. Urodzona jako Biała – jedyna pozbawiona mocy w Heliasie - ma trudniej pod każdym względem. Wychowuje się w niepełnej rodzinie: jej matka zniknęła - po prostu pewnego dnia wyszła z domu, jak wiele razy wcześniej to zrobiła, tym razem już jednak nie wracając. Opieka nad Simią przypadła więc ojcu, bardzo negatywnie do niej nastawionemu, nie stroniącemu od alkoholu i agresywnych zachowań oraz bratu, do którego bardzo się przywiązała. Z czasem każde z dzieci dorosło. Latres ożenił się i wyniósł z domu, jego przyjaciel i towarzysz zabaw tak jego, jak i Simii, Ros, poszedł na naukę do Kalaanów, obiecujących mu, że dzięki nim będzie mógł wykorzystać posiadają moc w obronie bliskich. Dziewczyna została więc sama i wiodłaby zapewne dość nudne życie, gdyby nie fakt, że w okolicy pojawił się Wybraniec – jej dokładne przeciwieństwo – który, ścigany przez wszystkich, zrzucił podejrzenia na osobę Latresa i... Simii.


Świat wykreowany w „Białej”, będącej przecież tylko pierwszym tomem serii, wydaje się być może niezbyt rozległy, ale stanowczo rozbudowany. W Heliasie każdy włada mocą, jest ona codziennością i przychodzi niemal tak odruchowo jak oddech. Raz na jakiś czas rodzi się jednak człowiek, który posiada tej siły więcej (zdarzali się tacy, którzy przez nią umierali, gdyż ich ciała nie były w stanie znieść takiej ilości magicznej energii), a równolegle z nim Biała – czyli ktoś, kto jest całkowicie pusty pod tym względem - tak, jak trafiło się to Simii. Ten kontrast między dwojgiem młodych jest bardzo intrygującym elementem świata przedstawionego, a zarazem jego podporą, mówiącą o konieczności zachowania równowagi w sferze magicznej. Czy jest w tym coś dziwnego, że nie wszystkim na rękę było zachowanie go, a w drodze pomyłki czy celowego działania to brat Simii, Białej, został uznany za Wybrańca? Zagrożenia mnożą się i trudno dojść, kto właściwie jest przyjacielem, a kto wrogiem – i niejednokrotnie okaże się, że pierwsze wrażenie bywa bardzo mylące.


Fabuła jest prowadzona bardzo nierówno, powiedziałabym nawet: niezręcznie. Widać w tym jeszcze spore braki warsztatowe, które wymagałyby od autorki włożenia większej ilości czasu w pracę nad swoim dziełem - nie tylko samodzielną, ale i z dobrym redaktorem. Koncepcja świata jest ciekawa, jej założenia intrygujące i rozbudowane, problem pojawia się jednak z realizacją. Książka jest chaotyczna, sprawia wręcz wrażenie pofragmentowanej: kolejne informacje dawkowane są nieregularnie, następują spore przeskoki w czasie. Powoduje to u czytelnika dezorientację: między jednym a drugim zdarzeniem minęło trochę czasu, zmieniła się sytuacja, ale nic na ten temat nie wiemy, po prostu zastajemy w nowym rozdziale zupełnie co innego niż zostawiliśmy w poprzednim. Wymagałoby to dopracowania pod względem ciągu logicznego, aby historia tworzyła spójną całość i nie pozostawiała niedomówień.


Kolejną rzeczą wymagającą doszlifowania jest język autorki. Sam w sobie jest w porządku, oszczędne słownictwo, ale wystarczające, by przedstawić to, co trzeba. Problem zauważalny staje się po przeczytaniu dłuższego fragmentu książki: jest stabilnie, monotonnie, jednakowo. Brak słownictwa wskazującego na emocje postaci – lepsze byłoby wyrażanie ich nie łopatologicznym „była smutna”, a w mniej dosłowny sposób, przekładając to na ogólny nastrój chwili. W „Białej”, która, chociaż pełna zwrotów akcji i nagłych wypadków, nie ma zróżnicowania tempa narracji ani niczego, co w jakikolwiek sposób odróżniałoby od siebie poszczególne sceny. W rezultacie, chociaż zawiązanie wydarzeń intryguje i wciąga, w końcu trudno utrzymać uwagę przy czytaniu. Nie pomagają tu błędy, których jest sporo, chociaż książka pozornie przeszła zarówno proces redakcji, jak i korekty – powtórzenia, literówki, miejscami brak wcięcia akapitowego i tym podobne. Tu wydawnictwo mogłoby się bardziej przyłożyć, bo sama okładka – chociaż piękna i przyciągająca oko szczegółowością – nie zastąpi całości prac nad stroną techniczną pozycji.


„Biała” jest książką niezłą, chociaż wymagającą i szlifu od strony warsztatowej, i wydawniczej. Zawiera parę interesujących rozwiązań fabularnych i ciekawą koncepcję świata, który wyraźnie ma być rozbudowywany jeszcze bardziej oraz bohaterkę o skomplikowanej osobowości. Mam więc nadzieję, że z tomu na tom powieść będzie się rozwijała, a wizja, która już teraz jest obiecująca, dojrzeje i wyklaruje się w epicką sagę fantasy nie tylko dla młodzieży.

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies). Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Cookies, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.