Bakuman

Bakuman

waneko

Autor: Takeshi Obata, Tsugumi Ohba
Wydawnictwo: Waneko
Ilość tomów: 20
Cena okładkowa: 19,99 zł

 

„Bakuman” już od dawna wydawał mi się bardzo obiecującym tytułem. Nie dość, że jego autorami są Takeshi Obata oraz Tsugumi Ohba, twórcy „Death Note”, to na dodatek jest to manga o tworzeniu mangi właśnie. Brzmi dziwnie, prawda? Dlatego niezmiernie ucieszyłam się, kiedy dostałam ją do zrecenzowania.

 Zacznę od szaty graficznej mangi. Każdy z tomików ma przyjemną i ciekawą okładkę, przedstawiającą któregoś z bohaterów. Kadry nie są zbyt szczegółowo dopracowane, jednak  dobrze się je ogląda. Jeśli chodzi o wygląd postaci, to przyznam, że nie należą one do bardzo oryginalnych. Nie wyróżniają się niczym szczególnym, przez co wydają mi się trochę bezbarwne. To, co najbardziej przeszkadzało mi podczas czytania, to fakt, iż główni bohaterowie są w wieku gimnazjalnym, lecz z wyglądu o wiele bardziej przypominają licealistów, przez co cały czas miałam wrażenie, że są dużo starsi, a ich zachowanie infantylne.

Głównymi postaciami komiksu są dwaj czternastolatkowie, którzy chodzą razem do jednej klasy. Nigdy specjalnie ze sobą nie rozmawiali, raczej trzymali się na dystans. Jednak pewnego dnia Akito Takagi – najzdolniejszy uczeń w klasie - proponuje Moritace Mashiro wspólne tworzenie komiksu. Mashiro na początku nie jest przekonany do tego pomysłu. Jego wujek był mangaką i według chłopaka nigdy niczego nie osiągnął, co więcej zmarł w wyniku przepracowania. Jednak ukochana Mashiro, Miho, oznajmia mu, że jeśli odniesie sukces jako twórca mangi, to ona wyjdzie za niego za mąż. To motywuje gimnazjalistę do działania. I tak zaczyna się wędrówka dwojga nastolatków po  bezwzględnym świecie wydawnictw i redaktorów. Lecz wydanie własnej mangi wcale nie jest takie łatwe. Sam dobry pomysł i dopracowane rysunki nie wystarczą. 

Autorzy wpadli na naprawdę ciekawą i oryginalną koncepcję, tworząc komiks, który pokazuje, jaką drogę musi przebyć scenorys, aby stać się w końcu tomikiem trzymanym w ręku przez odbiorcę. Cały proces wymyślania historii, tworzenia szkiców, szukania wydawnictw jest bardzo interesujący. Wreszcie czytelnik dostaje coś nowego. Naprawdę bardzo przyjemnie czytało mi się o wszystkich koncepcjach bohaterów dotyczących stworzenia komiksu. Ich pomysły na fabułę oraz postacie były niezmiernie ciekawe. Nawet momentami czułam niezadowolenie z powodu odrzucenia jakiegoś manuskryptu przez redakcję, gdy ten wyjątkowo mi się spodobał. 

Niestety, tak jak wspomniałam, same postacie nie są  już aż tak ciekawe. Nie przypadł mi też do gustu główny wątek miłosny dotyczący relacji między Mashiro a Miho. Bohaterowie zachowują się bardzo infantylnie, rumienią się, kiedy się widzą, wstydzą się rozmawiać ze sobą. Cały czas do siebie wzdychają i nie robią prawie nic poza tym. Obietnica małżeństwa złożona przez Miho nijak do tego nie pasuje. Dziewczyna nie ma odwagi spojrzeć chłopakowi prosto w oczy, ale chce wziąć z nim ślub – łatwo wychwycić tutaj zgrzyt. Moim zdaniem wątek dotyczący takiego nieśmiałego uczucia jest dość nudny i przewidywalny. Jednak zwolennicy takich platonicznych romansów na pewno będą zadowoleni. Za to wątki miłosne Takagiego są o wiele ciekawsze i bardziej humorystyczne. Czyta się je z przyjemnością i uśmiechem na twarzy. 

Mimo wszystko „Bakumana” czytałam ze sporym zaangażowaniem. Nie wiedziałam, że tak trudno jest wydać mangę i że jest to aż tak czasochłonne. Dużo bardziej doceniam teraz pracę mangaków oraz ich wysiłek włożony w stworzenie komiksu. Jednak przyznam, że po autorach spodziewałam się czegoś więcej. W porównaniu z „Death Notem” postacie są o wiele mniej dopracowane, niezbyt wyraziste i mało charakterystyczne. 

Sami zdecydujcie, czy chcecie przeczytać tę pozycję. Myślę, że jednak warto się z nią zapoznać, chociażby po to, żeby dowiedzieć się czegoś o sposobie tworzenia mang, poznać ich drogę od umysłu twórcy poprzez perturbacje wydawnicze, aż do gotowej papierowej formy.

 

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies). Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Cookies, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.